Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wymiana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wymiana. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 grudnia 2018

WPIS#22: DLACZEGO SZKOŁA UCZY NIE TEGO, CO POWINNA, CZYLI JAK POLSKI UCZEŃ MA SIĘ ODNALEŹĆ W ŚWIECIE XXI WIEKU

            Uczeń przedstawia, uczeń analizuje, uczeń znajduje, uczeń rozpoznaje, uczeń wskazuje, uczeń znajduje, uczeń uwzględnia, uczeń interpretuje, uczeń dostrzega, uczeń różnicuje, uczeń omawia, uczeń przestrzega, uczeń stosuje, uczeń wykorzystuje, uczeń czyta, uczeń porównuje, uczeń korzysta, uczeń sporządza, uczeń prezentuje, uczeń określa, uczeń konfrontuje, uczeń wygłasza, uczeń operuje – to z podstawy programowej z języka polskiego. Podobnie jest w podstawach i z innych przedmiotów. Mam dwa pytania: 1) czy uczeń jest robotem? i 2) czy nauczyciel jest idiotą?
            1) Uczeń robi to, robi tamto, wie to, zna śramto. Potrafi zaznaczyć odpowiednią literkę w zadaniach testowych, czasem coś policzy, może uda mu się napisać ze trzy zdania na taki czy inny temat. Ma głowę wypełnioną budowami pantofelków i ameb, funkcjami narządów wewnętrznych, chorobami tych narządów, metodami kompostowania i rodzajami fermentacji, najwyższymi szczytami i najgłębszymi jeziorami, rodzajami gleby, cechami klimatu podzwrotnikowego, wzorami kwasów karboksylowych, alkoholi, węglowodorów, schematami najważniejszych reakcji chemicznych i wnioskami z tychże, kolorami fenoloftaleiny i papierków wskaźnikowych, wzorami na prędkość, przyspieszenie grawitacyjne, indukcję elektromagnetyczną, liczbą elektronów w atomie, budową bomby jądrowej i elektrowni atomowej, datami, kto, kiedy, gdzie i z kim podpisywał pakt/wygrywał/przegrywał/zrywał pakt, nazwiskami i złotymi myślami, słówkami po angielsku/niemiecku/rosyjsku/francusku/hiszpańsku typu „naczynie żaroodporne”, „chlorek sodu”, „biały karzeł”, „bratek” (przy czym często nie wie, jak ten ostatni wygląda, bo widział tylko zdjęcie w podręczniku od biologii), wzorami na miejsce zerowe funkcji takiej czy takiej, graniastosłupami prostymi, konstrukcją kątów, wykresami zdania złożonego i prostego, prometeizmem, mesjanizmem, chłopomanią, martyrologią, filistrami, motywami miasta, miłości, śmierci, Mickiewiczami, Słowackimi i Wyspiańskimi. Ludzie. Żyjemy w XXI wieku. Większość tych informacji, jeśli nie wszystkie, można znaleźć w Internecie, a w szkole zająć się czymś poważnym. Tylko że
            2) Ministerstwo Edukacji Narodowej uważa, że nauczyciele są debilami i nie potrafią sami zaplanować pracy z uczniami. Stąd poziom szczegółowości podstawy programowej. Masz, durniu, przerobić to, to i to, zrobić sprawdzian, wystawić oceny i przepchnąć wszystkich do następnej klasy, bo już kolejny rocznik czeka. To jedna rzecz. A druga jest taka, że łatwiej jest manipulować ludźmi sfrustrowanymi, przepracowanymi, przeładowanymi materiałem. W szkole dotyczy to zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Bo uczeń musi się nauczyć, żeby dobrze zdać egzamin i dostać się do liceum/na studia, a nauczyciel musi mu wszystko wtłoczyć do głowy, żeby nikt się go nie czepiał, że zaniedbuje swoje obowiązki. Kończy się tak, że zadowolona jest tylko Minister Edukacji.
            A jest naprawdę mnóstwo ciekawszych tematów do poruszenia na lekcji. I nie tylko poruszenia. Bo na przykład w pierwszej klasie liceum równocześnie na biologii i geografii uczymy się o ochronie środowiska. W klasie. Przy szczelnie zamkniętych oknach z powodu smogu.
            Byłam w Rosji na wymianie, miałam okazję z bliska przyjrzeć się ich systemowi edukacji. I co oni robią, żeby nauczyć młodych ludzi dbać o środowisko? Sadzą drzewka i kwiaty dookoła szkoły, budują kompostownik, wspólnie troszczą się o swoje otoczenie. Polski uczeń wie, jak oczyszcza się ścieki, a równocześnie „rocznie zużywa średnio 400 reklamówek, 60 kg papieru i 50 puszek” (dane za http://gazetaolsztynska.pl/498356,Rocznie-zuzywamy-kilkaset-miliardow-plastikowych-butelek-a-ma-byc-jeszcze-gorzej-VIDEO.html), o plastiku nie wspominając.
            To było porównanie z Rosją. A co by się okazało, gdyby spojrzeć na Europę Zachodnią…? Nawet nie mamy co spoglądać w tamtą stronę – przynajmniej w kwestii obecnego poziomu edukacji. Bo świecić przykładem nam mogą. Gorzej, że na razie tylko świecą.



W NASTĘPNYM WPISIE: Tęczowa szkoła, czyli homoseksualizm nie istnieje?

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

WPIS#7: WYMIANY, CZYLI CZY TO ZAWSZE MUSI BYĆ NIEWYPAŁ

            Pojechać na kilka dni za granicę, spotkać się z grupą mieszkańców danego kraju, porozmawiać w ich języku, podszlifować wymowę? Brzmi świetnie, bo jak nauczyć się języka obcego bez zanurzenia się w nim, bez poznania kultury jego rodzimych użytkowników? Nie dziwne więc, że i szkoły korzystają z pomysłów i organizują wymiany młodzieżowe.
            To okazja nie tylko do praktycznej nauki języka. Można też poznać nowych ludzi o odmiennych doświadczeniach i poglądach, zwiedzić kawałek świata, poznać dany kraj od podszewki, nie tak, jak zazwyczaj w czasie wyjazdów turystycznych, kiedy zwiedza się głównie największe atrakcje. Tutaj jest szansa zobaczyć, jak żyją jego mieszkańcy, poznać kulturę, tradycję, przyzwyczajenia, problemy, wady i zalety życia w konkretnym państwie.
            Można nauczyć się języka potocznego, słówek typowych dla swojej grupy wiekowej, można przećwiczyć zachowanie w prawdziwych sytuacjach. To już nie szkolne odgrywanie scenek, to załatwianie podstawowych spraw w rzeczywistości, realne wykorzystanie zasobu słownictwa. A wiadomo, że praktyczne powtarzanie obcych wyrazów ułatwia ich zapamiętanie i sprawia, że trudniej jest je zapomnieć. I to wszystko bez wkuwania!
            Niestety, aby osiągnąć założone cele trzeba dobrze zacząć, a zazwyczaj na wymianach organizowanych przez szkoły brakuje integracji z cudzoziemcami, chociażby prostej, monitorowanej przez nauczycieli rozmowy „Cześć, jak się nazywasz, co lubisz robić, czego nie, kim chcesz być w przyszłości itp.”. Trudno jest samemu zacząć taką pogawędkę, zwłaszcza, gdy uczestników jest dużo, a czasu mało (w końcu w czasie wymiany nie tylko się rozmawia, ale i zwiedza), dlatego taki wyjazd często kończy się tak, że Polacy rozmawiają ze sobą, a cudzoziemcy ze sobą. I ze zrealizowania założeń nici.
            Nie byłoby to aż tak złe, gdyby chociaż w czasie wymiany realizować wspólnie jakiś projekt, potem go przedstawić, podsumować. To byłby dobry powód dla uczniów do omawiania z cudzoziemcami spraw z tym projektem związanych. Co więcej, mógłby on być zaplanowany na więcej niż te kilka dni poza granicami Polski. Mógłby trwać cały rok i być pretekstem do utrzymywania kontaktów między uczestnikami wymiany – bo w tradycyjnym wydaniu te znajomości zazwyczaj bardzo szybko się urywają. A szkoda.


W NASTĘPNYM WPISIE: Kartkówki pięciominutówki wcale nie są takie złe!