To
okazja nie tylko do praktycznej nauki języka. Można też poznać nowych ludzi o
odmiennych doświadczeniach i poglądach, zwiedzić kawałek świata, poznać dany
kraj od podszewki, nie tak, jak zazwyczaj w czasie wyjazdów turystycznych,
kiedy zwiedza się głównie największe atrakcje. Tutaj jest szansa zobaczyć, jak
żyją jego mieszkańcy, poznać kulturę, tradycję, przyzwyczajenia, problemy, wady
i zalety życia w konkretnym państwie.
Można
nauczyć się języka potocznego, słówek typowych dla swojej grupy wiekowej, można
przećwiczyć zachowanie w prawdziwych sytuacjach. To już nie szkolne odgrywanie
scenek, to załatwianie podstawowych spraw w rzeczywistości, realne
wykorzystanie zasobu słownictwa. A wiadomo, że praktyczne powtarzanie obcych
wyrazów ułatwia ich zapamiętanie i sprawia, że trudniej jest je zapomnieć. I to
wszystko bez wkuwania!
Niestety,
aby osiągnąć założone cele trzeba dobrze zacząć, a zazwyczaj na wymianach
organizowanych przez szkoły brakuje integracji z cudzoziemcami, chociażby
prostej, monitorowanej przez nauczycieli rozmowy „Cześć, jak się nazywasz, co
lubisz robić, czego nie, kim chcesz być w przyszłości itp.”. Trudno jest samemu
zacząć taką pogawędkę, zwłaszcza, gdy uczestników jest dużo, a czasu mało (w
końcu w czasie wymiany nie tylko się rozmawia, ale i zwiedza), dlatego taki
wyjazd często kończy się tak, że Polacy rozmawiają ze sobą, a cudzoziemcy ze
sobą. I ze zrealizowania założeń nici.
Nie
byłoby to aż tak złe, gdyby chociaż w czasie wymiany realizować wspólnie jakiś
projekt, potem go przedstawić, podsumować. To byłby dobry powód dla uczniów do
omawiania z cudzoziemcami spraw z tym projektem związanych. Co więcej, mógłby
on być zaplanowany na więcej niż te kilka dni poza granicami Polski. Mógłby trwać
cały rok i być pretekstem do utrzymywania kontaktów między uczestnikami wymiany
– bo w tradycyjnym wydaniu te znajomości zazwyczaj bardzo szybko się urywają. A
szkoda.
W NASTĘPNYM WPISIE: Kartkówki pięciominutówki wcale nie są takie złe!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz