poniedziałek, 27 sierpnia 2018

WPIS#9B: INTERNET, CZYLI DLACZEGO SZKOŁA NIE KORZYSTA Z OGÓLNODOSTĘPNYCH DÓBR

      Internet to nie jest tylko zbiór gotowych informacji na dany temat, taka wielka encyklopedia. To również miejsce, w którym znaleźć można materiały pomagające w nauce, motywacji, powtórkach, segregowaniu wiedzy.
W sieci bez większych trudności można znaleźć artykuły na temat psychologii nauki, poszukać różnych sposobów na szybkie i skuteczne przyswajanie materiału, dopasować sposób uczenia się do indywidualnych potrzeb. O tym było już zresztą tutaj: https://krytykauczniowska.blogspot.com/2018/07/wpis-4-o-czym-szkoa-nie-mowi-czyli.html. Żeby nauczyć się, jak się uczyć, nie trzeba wcale czytać grubych ksiąg i marnować lat na przyswojenie nowego sposobu zapamiętywania. Zazwyczaj wystarczy kilka tygodni, a proste triki można wykorzystywać od razu (jak na przykład przeglądanie odpowiedniego fragmentu podręcznika przed rozpoczęciem nauki. Wydaje się, że zabierze to więcej czasu, niż samo przeczytanie, a jednak! Pozwala nie tylko zaznajomić się z ogólnymi, najważniejszymi informacjami, ale również ułożyć sobie plan, postanowić, jak stworzyć przejrzyste notatki, łatwiej też wtedy zapamiętać, gdzie pojawiła się która informacja. I oszczędza się czas na bezsensowne wertowanie!). Oszczędza się czas i zapamiętuje więcej na dłużej.
W Internecie jest też mnóstwo zadań, których nie trzeba wcale uważać za potencjalne sprawdzianowe. Można je wykorzystać do nauki. Często są w formie testów, od razu po ich uzupełnieniu dostaje się odpowiedzi. Coś poszło źle? Zawsze można zajrzeć do podręcznika, jeszcze raz przeczytać sprawiający trudności temat, i przed sprawdzianem spać spokojnie.
Są też filmy. Nie tylko po polsku. W nauce języka ważne jest, by zanurzyć się w obcej kulturze, a nie zawsze można wyjechać za granicę. Wtedy filmy są świetną alternatywą. Każdy znajdzie coś dla siebie, a przy okazji będzie szlifował rozumienie ze słuchu, pozna nowe słownictwo… W szkole jednak z jakiegoś powodu filmy ogląda się tylko po polsku. Nawet, jeśli jest akurat lekcja angielskiego…
Nauczyciele języka polskiego narzekają, że uczniowie nie czytają lektur, tylko streszczenia, w dodatku wybrakowane, bo nie z pewnego źródła, a z Internetu. Problem łatwo można jednak zamienić w ciekawe zadanie: przeczytajcie lekturę, znajdźcie w siec jej streszczenie, postarajcie znaleźć się jak najwięcej luk i je uzupełnijcie. To pozwoliłoby uczniom samodzielnie sprawdzić swoją wiedzę na temat książki i do tego zabawić się w nauczyciela przy sprawdzaniu cudzych prac. A nuż któremuś zachce się samemu napisać porządne, zawierające wszystkie ważne wydarzenia streszczenie?


W NASTĘPNYM WPISIE: Lektury sprzed stu i więcej lat, czyli czyli czytaj, obywatelu, na zdrowie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz