czwartek, 19 lipca 2018

WPIS #4: O CZYM SZKOŁA NIE MÓWI, CZYLI DLACZEGO NIKT NIE POWIEDZIAŁ, JAK SIĘ UCZYĆ


            Podstawowym zadaniem szkoły jest nauczanie. Matematyka, język polski, historia, biologia, geografia, chemia, fizyka, informatyka, wiedza o kulturze i wiedza o społeczeństwie, języki obce… Przedmiotów jest bez liku, do każdego napisano podstawę programową, z większości prędzej czy później trzeba zdać egzamin, który zaważy na przyszłości ucznia. Jak opanować tyle materiału, skoro doba ma tylko 24 godziny, a oprócz odrobienia zadań domowych po lekcjach należy przygotować się również do bieżących sprawdzianów czy kartkówek? Dobrze byłoby mieć też trochę wolnego, w końcu nie można pracować non stop… Kiedy młody człowiek uświadamia sobie to wszystko, projekt edukacja nagle przerasta jego siły. Nagle okazuje się, że trzeba pracować nie sześć i nie osiem, a dziesięć godzin dziennie, zarywać noce, ograniczyć kontakty ze znajomymi, zrezygnować z zainteresowań tylko po to, żeby zdać. Czy musi tak być? Niekoniecznie.
            To, czy uczeń będzie przytłoczony obowiązkami, zależy w głównej mierze od rozplanowania czasu, w następnej kolejności pojawia się jakość uczenia. Są to dwie kwestie, które, patrząc na problem zdroworozsądkowo, powinny pojawić się już na początku podstawówki. Wtedy materiału jest jeszcze dość mało, lekcji też niewiele, a dzieci są zainteresowane uczeniem się. Właśnie wtedy strzałem w dziesiątkę byłoby przeprowadzenie serii zajęć na temat sposobów uczenia się i wydzielenie czasu na opanowanie ich w praktyce, nauka tworzenia planu na cały tydzień i zarządzania swoim czasem. Po takim kursie uczniowie szliby do następnych szkół z wiedzą, jak najlepiej im się uczy, o jakiej porze dnia lepiej przyswaja im się matematykę, a o jakiej przedmioty przyrodnicze, kiedy czyta się lektury tak, że się je zapamiętuje, kiedy należy zająć się sportem. Zapewne osiągaliby lepsze wyniki na wyższych etapach edukacyjnych.
Oczywiście, do wszystkich wniosków dotyczących samokształcenia i rozplanowania aktywności można dojść samemu, zajmuje to jednak dużo czasu i wymaga dużej samoświadomości. A przy nawale obowiązków wtedy, gdy uczyć się już naprawdę trzeba (koniec podstawówki, gimnazjum – to już prawie nieaktualne, liceum), łatwiej stosować starą dobrą zasadę zakuj-zdaj-zapomnij, niż wypracowywać własne metody nauki.
W XXI wieku nie trzeba na szczęście przerzucać stert książek, żeby znaleźć coś interesującego. Wystarczy wpisać odpowiednią frazę w wyszukiwarkę internetową. Sposobów na naukę jest tysiące, aż dziw bierze, że szkoła z tego nie korzysta. „Nauczcie się tego i tego na przyszły tydzień”, mówią nauczyciele, ale nie zastanawiają się już, jak to zrobić. A szkoda.

W NASTĘPNYM WPISIE: Gotowe sprawdziany, czyli Internet nie zawsze musi być przyjacielem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz