Podstawowym
zadaniem szkoły jest nauczanie. Matematyka, język polski, historia, biologia,
geografia, chemia, fizyka, informatyka, wiedza o kulturze i wiedza o
społeczeństwie, języki obce… Przedmiotów jest bez liku, do każdego napisano
podstawę programową, z większości prędzej czy później trzeba zdać egzamin,
który zaważy na przyszłości ucznia. Jak opanować tyle materiału, skoro doba ma
tylko 24 godziny, a oprócz odrobienia zadań domowych po lekcjach należy przygotować
się również do bieżących sprawdzianów czy kartkówek? Dobrze byłoby mieć też
trochę wolnego, w końcu nie można pracować non stop… Kiedy młody człowiek uświadamia
sobie to wszystko, projekt edukacja nagle przerasta jego siły. Nagle okazuje
się, że trzeba pracować nie sześć i nie osiem, a dziesięć godzin dziennie,
zarywać noce, ograniczyć kontakty ze znajomymi, zrezygnować z zainteresowań
tylko po to, żeby zdać. Czy musi tak być? Niekoniecznie.
To,
czy uczeń będzie przytłoczony obowiązkami, zależy w głównej mierze od
rozplanowania czasu, w następnej kolejności pojawia się jakość uczenia. Są to
dwie kwestie, które, patrząc na problem zdroworozsądkowo, powinny pojawić się
już na początku podstawówki. Wtedy materiału jest jeszcze dość mało, lekcji też
niewiele, a dzieci są zainteresowane uczeniem się. Właśnie wtedy strzałem w
dziesiątkę byłoby przeprowadzenie serii zajęć na temat sposobów uczenia się i
wydzielenie czasu na opanowanie ich w praktyce, nauka tworzenia planu na cały
tydzień i zarządzania swoim czasem. Po takim kursie uczniowie szliby do
następnych szkół z wiedzą, jak najlepiej im się uczy, o jakiej porze dnia
lepiej przyswaja im się matematykę, a o jakiej przedmioty przyrodnicze, kiedy
czyta się lektury tak, że się je zapamiętuje, kiedy należy zająć się sportem.
Zapewne osiągaliby lepsze wyniki na wyższych etapach edukacyjnych.
Oczywiście, do wszystkich
wniosków dotyczących samokształcenia i rozplanowania aktywności można dojść
samemu, zajmuje to jednak dużo czasu i wymaga dużej samoświadomości. A przy
nawale obowiązków wtedy, gdy uczyć się już naprawdę trzeba (koniec podstawówki,
gimnazjum – to już prawie nieaktualne, liceum), łatwiej stosować starą dobrą
zasadę zakuj-zdaj-zapomnij, niż wypracowywać własne metody nauki.
W XXI wieku nie trzeba
na szczęście przerzucać stert książek, żeby znaleźć coś interesującego. Wystarczy
wpisać odpowiednią frazę w wyszukiwarkę internetową. Sposobów na naukę jest
tysiące, aż dziw bierze, że szkoła z tego nie korzysta. „Nauczcie się tego i
tego na przyszły tydzień”, mówią nauczyciele, ale nie zastanawiają się już, jak
to zrobić. A szkoda.
W NASTĘPNYM WPISIE: Gotowe sprawdziany, czyli Internet nie zawsze musi być przyjacielem
W NASTĘPNYM WPISIE: Gotowe sprawdziany, czyli Internet nie zawsze musi być przyjacielem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz