Częstym
zjawiskiem w szkole są sprawdziany. I kartkówki. I testy. I diagnozy. I inne
formy sprawdzania wiedzy. Uczeń, wiadomo, ma się uczyć. A żeby nauczycielowi
było łatwiej, powstały książki i strony internetowe z zadaniami do wykorzystania.
I nauczyciele korzystają, bo to oszczędzanie czasu i energii.
Wybór
jest ogromny, a co lepsze, są strony czy książki, do których uczniowie nie mają
dostępu. Z tych brać jest najlepiej, bo wiadomo, że nikt sobie wcześniej
odpowiedzi nie sprawdzi. Więc można znaleźć i zadania zamknięte, i otwarte,
ciekawe lub nie, dostosowane do konkretnego podręcznika albo i nie, co kto
woli. Nie trzeba długo szukać, by znaleźć coś odpowiedniego. To na pewno lepsze,
niż przeznaczać godziny życia na ułożenie zestawu, tylko po to, by okazało się,
że uczniowie X i Y nie przyszli, więc trzeba wymyślać nowe zadania, a Z z kolei
nie zaliczył, więc potrzebna wersja kolejna, oczywiście odpowiadająca poziomowi
tej pierwszej…
I
uczniowie się cieszą, gdy dostają test złożony z zadań zamkniętych (bo takie najłatwiej
się sprawdza), najlepiej wydrukowany z ogólnodostępnej strony, można się
naprawdę dobrze przygotować.
Jest
też jednak druga strona medalu. Gdy nauczyciel samodzielnie przygotowuje
zadania, od razu widać, że zależy mu na pracy, stara się, angażuje w edukację uczniów.
Może realnie sprawdzić postępy uczniów, bo test złożony jest z zadań już
omawianych lub do nich podobnych. Na pewno nie znajdą się w nim wykraczające
poza podstawę programową treści, a przy tych internetowych nigdy nic nie
wiadomo, trzeba czytać uważnie zadanie po zadaniu.
Wreszcie,
zaliczenie takiego sprawdzianu na piątkę czy szóstkę to prawdziwy wyczyn i
powód do dumy. I miarodajna ocena pracy nauczyciela.
W NASTĘPNYM WPISIE: Języki obce, czyli dlaczego nauka angielskiego zajmuje dwanaście (i więcej) lat
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz