poniedziałek, 13 sierpnia 2018

WPIS#8: KARTKÓWKI PIĘCIOMINUTÓWKI WCALE NIE SĄ TAKIE ZŁE


            To niewątpliwie najbardziej znienawidzone przez uczniów słowa: Wyciągnijcie karteczki. Rzadko kiedy groźba jest spełniana, łatwiej jest zapomnieć o przewinieniach klasy i przejść do tematu lekcji – wszak podstawa programowa zawiera bardzo dużo materiału, jeśli nauczyciel poświęci zajęcia na przeprowadzenie kartkówki, może nie zdążyć z przerobieniem wszystkich zagadnień. A szkoda, bo kartkówka na wstęp to nie tylko dobry sposób na sprawdzenie przygotowania do lekcji.
            Przede wszystkim, oczywiście, sprawdza bieżącą wiedzę uczniów. Nie trzeba koniecznie tworzyć nowych zadań, można wykorzystać to, co klasa miała przygotować w domu. W taki sposób za jednym zamachem nauczyciel odhacza sprawdzenie zadania domowego i zaangażowanie w jego wykonanie. Ten, kto odpisał od kolegi, raczej się na kartkówce nie pochwali, ten, kto, przeciwnie, wytłumaczył drugiemu, jak rozwiązać zadanie, zapamięta sposób osiągnięcia wyniku na dłużej. I jeszcze zgarnie dobrą ocenę.
            Kiedy kartkówka obejmuje tylko jedno zadanie, bardzo szybko się ją sprawdza. W wielu wypadkach wystarczy spojrzeć tylko na odpowiedź i przejrzeć metodę rozwiązania. Nauczyciel oszczędza więc czas, i to nie tylko ten prywatny, domowy. W końcu kiedy pyta się ucznia na środku klasy (co zresztą jest niesprawiedliwe, bo większości uczniów się upieka, ocenę dostaje tylko jeden czy dwóch), ten zwykle stara się grać na zwłokę. To, co miało być szybką formą sprawdzenia postępów w nauce, rozciąga się na pół lekcji. A przy pięciominutowych kartkówkach z założenia nie ma wydłużania czasu. Wiesz albo nie wiesz, koniec dyskusji.
            Dla ucznia takie regularne kontrolowanie wiedzy jest świetną motywacją do systematycznej nauki. Łatwo można dostać dobrą ocenę, ma się poczucie, że zadanie domowe zostało zlecone w jakimś celu, wreszcie, przed sprawdzianem ma mniej pracy. To nie jest tajemnica, że przy częstym powtarzaniu treści szybciej i na dłużej się je zapamiętuje.
            Uczeń nie czuje się pokrzywdzony, że jemu pracę domową sprawdzono, a koledze z ławki już nie, ten, kto miał dostać jedynkę, to ją dostał, ten, co piątkę, dostał piątkę. A nauczyciel może na bieżąco kontrolować, co należy jeszcze powtórzyć, może wrócić na chwilę do tematu z poprzedniej lekcji, uściślić niejasne kwestie. Wie dokładnie, co sprawia uczniom problem, bo sami dali tego świadectwo na kartkówce.
            Oczywiście, jeśli każdy nauczyciel na każdej lekcji zacząłby takie kartkówki przeprowadzać, uczniowie bardzo szybko by się wypalili. Przy tradycyjnym podejściu do nauki można się prześlizgnąć, nie na każdy przedmiot trzeba się uczyć, ma się trochę czasu dla siebie. Ale od czego jest pokój nauczycielski czy dziennik? Zawsze można się dogadać, kto kiedy kartkówkę przeprowadza. I problem nagromadzenia kartkówek znika.
            Co więcej, jeśli odbywają się one regularnie i całej klasie dobrze idzie, można zrezygnować ze sprawdzianu. Co za oszczędność czasu!




W NASTĘPNYM WPISIE: Internet, czyli dlaczego szkoła nie korzysta z ogólnodostępnych dóbr?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz