To
niewątpliwie najbardziej znienawidzone przez uczniów słowa: Wyciągnijcie
karteczki. Rzadko kiedy groźba jest spełniana, łatwiej jest zapomnieć o
przewinieniach klasy i przejść do tematu lekcji – wszak podstawa programowa
zawiera bardzo dużo materiału, jeśli nauczyciel poświęci zajęcia na przeprowadzenie
kartkówki, może nie zdążyć z przerobieniem wszystkich zagadnień. A szkoda, bo
kartkówka na wstęp to nie tylko dobry sposób na sprawdzenie przygotowania do
lekcji.
Przede
wszystkim, oczywiście, sprawdza bieżącą wiedzę uczniów. Nie trzeba koniecznie
tworzyć nowych zadań, można wykorzystać to, co klasa miała przygotować w domu.
W taki sposób za jednym zamachem nauczyciel odhacza sprawdzenie zadania
domowego i zaangażowanie w jego wykonanie. Ten, kto odpisał od kolegi, raczej
się na kartkówce nie pochwali, ten, kto, przeciwnie, wytłumaczył drugiemu, jak
rozwiązać zadanie, zapamięta sposób osiągnięcia wyniku na dłużej. I jeszcze
zgarnie dobrą ocenę.
Kiedy
kartkówka obejmuje tylko jedno zadanie, bardzo szybko się ją sprawdza. W wielu
wypadkach wystarczy spojrzeć tylko na odpowiedź i przejrzeć metodę rozwiązania.
Nauczyciel oszczędza więc czas, i to nie tylko ten prywatny, domowy. W końcu
kiedy pyta się ucznia na środku klasy (co zresztą jest niesprawiedliwe, bo
większości uczniów się upieka, ocenę dostaje tylko jeden czy dwóch), ten zwykle
stara się grać na zwłokę. To, co miało być szybką formą sprawdzenia postępów w
nauce, rozciąga się na pół lekcji. A przy pięciominutowych kartkówkach z
założenia nie ma wydłużania czasu. Wiesz albo nie wiesz, koniec dyskusji.
Dla
ucznia takie regularne kontrolowanie wiedzy jest świetną motywacją do
systematycznej nauki. Łatwo można dostać dobrą ocenę, ma się poczucie, że
zadanie domowe zostało zlecone w jakimś celu, wreszcie, przed sprawdzianem ma
mniej pracy. To nie jest tajemnica, że przy częstym powtarzaniu treści szybciej
i na dłużej się je zapamiętuje.
Uczeń
nie czuje się pokrzywdzony, że jemu pracę domową sprawdzono, a koledze z ławki
już nie, ten, kto miał dostać jedynkę, to ją dostał, ten, co piątkę, dostał
piątkę. A nauczyciel może na bieżąco kontrolować, co należy jeszcze powtórzyć,
może wrócić na chwilę do tematu z poprzedniej lekcji, uściślić niejasne
kwestie. Wie dokładnie, co sprawia uczniom problem, bo sami dali tego świadectwo
na kartkówce.
Oczywiście,
jeśli każdy nauczyciel na każdej lekcji zacząłby takie kartkówki przeprowadzać,
uczniowie bardzo szybko by się wypalili. Przy tradycyjnym podejściu do nauki można
się prześlizgnąć, nie na każdy przedmiot trzeba się uczyć, ma się trochę czasu
dla siebie. Ale od czego jest pokój nauczycielski czy dziennik? Zawsze można
się dogadać, kto kiedy kartkówkę przeprowadza. I problem nagromadzenia
kartkówek znika.
Co
więcej, jeśli odbywają się one regularnie i całej klasie dobrze idzie, można
zrezygnować ze sprawdzianu. Co za oszczędność czasu!
W NASTĘPNYM WPISIE: Internet, czyli dlaczego szkoła nie korzysta z ogólnodostępnych dóbr?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz