To
nie jest wcale wytwór mojej bujnej wyobraźni. Tak wygląda rzeczywistość ucznia
polskiej szkoły, 7/8 klasa, gimnazjum, pierwsza liceum – kilka lat z życia, bo
Ministerstwu zachciało się 15 różnych przedmiotów. Nauczyciele ze wszystkich
tych przedmiotów mają swoje wymagania, każdy przedmiot jest najważniejszy, do każdego
trzeba się przygotowywać, na każdy sprawdzian trzeba się uczyć, każdą jedynkę
poprawić, do tego mieć bardzo dobre lub wzorowe zachowanie – wszystko po to, by
na świadectwie wydrukowali ci czerwony pasek, a w rekrutacji do następnej
szkoły policzyli więcej punktów.
Jednak
to nauczyciele, a nie uczniowie, strajkują. Bo dość mają, że wmawia im się
18-godzinny tydzień pracy, wolne ferie i dwa miesiące wakacji. Bo dość mają, że
za grosze wychowują rozwydrzone dzieciaki wiecznie niezadowolonych rodziców. Bo
dość mają ciągłego szykowania sprawdzianów, przeprowadzania ich i sprawdzania. Bo
wreszcie chcieliby odzyskać zatracone gdzieś w szkolnych korytarzach poczucie
godności.
Bardzo
dobrze, że strajkują. W szkołach już mamy taki chaos, że każda kolejna akcja
przybliży nas do prawdziwej reformy. Jednak taka forma strajku nie przywróci
nauczycielom bycia autorytetem. Dlaczego? Cóż:
1)
nie wsparli rodziców przy strajku
przeciw likwidacji gimnazjów;
2)
strajkują tylko w sprawie
podwyżek, słowem nie wspominając o wrześniowej kumulacji roczników;
3)
ciągle są niedouczeni w zakresie
psychologii, pedagogiki i wychowania;
4)
uczniowie dla nich są tylko
numerami w dzienniku;
5)
ani myślą zmieniać starych, dobrych
metod nauczania.
To tylko kilka z
powodów. Póki to się nie zmieni, nie ma co liczyć na dobrą szkołę, czy
nauczyciele dostaną podwyżki, czy nie. Uczniowie wciąż będą chodzić
przygnieceni plecakami wypchanymi podręcznikami, zapchanym do granic możliwości
terminarzem i bezsennymi, poświęconymi na naukę nocami. Nauczyciele wciąż będą
jeszcze się na nich wyżywać, obrażać, wyzywać od idiotów i nieuków. Wciąż
wszyscy będą walczyć, by zrealizować nierealizowalną podstawę programową, by sprostać
wymaganiom Ministerstwa. Wciąż będą się nawzajem straszyć maturą i marzyć, że
na studiach będzie lepiej. Nie będzie, bo i szkolnictwo wyższe wymaga reformy.
Polska szkoła to
potwór, który mieli wszystko, nie patrząc, czy to uczeń, czy nauczyciel, czy
rodzic, czy babcia – wszyscy cierpią, w ten czy inny sposób, starając się jakoś
przez to bagno przebrnąć i zachować jeszcze sił na dalsze życie. Wydostałam się
z tego w zeszłym roku, mniej więcej w tym czasie zaczynało do mnie docierać, że
już zaraz matura, że już zaraz koniec. Martwiłam się tylko o jedno – o podstawowy
polski, zmorę wszystkich, humanistów i ścisłowców, o którym nieraz pisałam. Zdałam
lepiej niż podejrzewałam, dostałam się na wymarzone studia. Zerwałam ze szkołą
tylko po to, by zaraz do niej wrócić – we wpisach na tym blogu. Nie tylko ja
tak mam – o tym koszmarze nie da się zapomnieć. Chociaż matura dawno za nami, w
rozmowach ze znajomymi ciągle wraca temat motywów w „Lalce” czy „Panu Tadeuszu”.
Ciągle słyszę, że „Dziady” to wybitny dramat, a Sienkiewicz wielkim pisarzem
był. Gdy słyszę nacjonalistów krzyczących „Precz z Żydami/Ukraińcami/uchodźcami/gejami/lewakami
(i tak dalej)”, widzę polonistkę, wygadującą bzdury o antybohaterze. Gdy muszę
się nauczyć czegoś na pamięć, myślę o gimnazjalnym podręczniku z biologii,
pełnym niezwykle istotnych notek encyklopedycznych do wyuczenia.
Mam tego dość.
Narzekaniem nic nie zmienię. Nawet jeśli poruszyłam na tym blogu ważne tematy,
to i tak nie ma znaczenia, bo do wymiany jest absolutnie cały system. Nie ma
nic, co mogłoby się ostać, nie ma więc sensu pisać o plusach i minusach
polskiej edukacji – lepiej pomyśleć, co można zrobić, by już teraz było
łatwiej.
Dlatego podjęłam
decyzję o zamknięciu bloga, jednak całkiem nie zniknę – znajdziecie mnie na
Instagramie pod nazwą @styropianowy_kucyk. Będę tam udostępniać sprawdzone
sposoby na naukę, ale nie tylko, znajdzie się też trochę rozrywki. Mam
nadzieję, że to chociaż trochę pomoże przetrwać szkolne lata – a może i ułatwi
studenckie czy dorosłe życie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz