W
czasie omawiania tych opowiadań obejrzeliśmy też dwa filmy – „Cyngę” Jerzego
Drewnowskiego i „Kornblumenblau” Leszka Wosiewicza. Na ekranie skrajnie
wychudzeni więźniowie w pasiakach, krew, choroby, śmierć, druty kolczaste,
bezwzględni strażnicy, beznadzieja Sybiru, strach, poniżenie, walka o
przetrwanie, a po czterdziestu pięciu minutach dzwonek, idziemy na następną
lekcję. W stanie wycieńczenia psychicznego, smutku, współczucia, bezsilnej złości
przez następne godziny (a polski był pierwszy, więc tych godzin sporo się
nazbierało) tworzyć dialogi po angielsku, rozwiązywać zadania z fizyki, uczyć
się nowych praw na matematyce. I jeszcze nauczyciele mieli pretensje, że jesteśmy
„jacyś nie w sosie”.
Po
wszystkich seansach i po przedyktowaniu niezmiernie koniecznych do życia we współczesnym
świecie notatek nauczycielka zrobiła kartkówkę. „Co to jest kanada?”, „Kim był
kapo?”, „Co się stało z Marią?”. Już nikogo nie dziwiła odpowiedź na to ostatnie
pytanie. Słowa „została przerobiona na mydło” brzmiały zupełnie zwyczajnie.
Żeby przetrwać przez następne lekcje musieliśmy się uodpornić. W końcu zaraz
matura, trzeba się uczyć, nie można pójść do domu i spokojnie porozmyślać, nie
można siąść wspólnie przy stole i porozmawiać, zrzucić z siebie te wszystkie okropne
uczucia, nie można pójść do kogoś zaufanego i poprosić o wsparcie.
Z
kartkówki dostałam jedynkę, tak jak i wiele osób z mojej klasy. Nie wiem, czy
pozostali po prostu nie przeczytali, czy też mieli dość szacunku do ofiar
drugiej wojny światowej, by nie odpowiadać na pytania. Nigdy nie rozmawialiśmy
o tym, co się stało.
To
oswojenie zła zapamiętam na całe życie. Do końca życia zapamiętam tę
frustrację, że chciałoby się spakować, wyjść i trzasnąć drzwiami. Tylko że to
ja miałabym z tego powodu problemy, bo przecież nauczycielka tylko realizowała
podstawę programową.
Ten
przydługi, niezwykle szczegółowy dokument, który wiąże nauczycielom ręce. Który
mówi: teraz, ośle, powiedz uczniom to, a teraz, idioto, podyktuj to. Jakby ani
nauczyciele, ani uczniowie nie mieli własnych umysłów. To też jest sposób na
to, by w szkołach nie omawiano wydarzeń z życia codziennego – w końcu nie zapisano
ich w podstawie programowej. Jedyna nadzieja w nauczycielach, że jednak coś
wspomną, do czegoś nawiążą, czegoś uczniów nauczą.
Ale
im bliżej matury, tym mniej szans na mądrego nauczyciela. To przecież
najważniejszy egzamin, przepustka na studia, nie ma czasu na głupoty, trzeba
się spieszyć, nie można zmarnować żadnej lekcji. Dlatego też, kiedy zmarł
Wajda, polonistka tylko wplotła jego nazwisko wraz z frazą „świętej pamięci”
gdzieś między bohatera romantycznego a tematy maturalne. Dla porównania: gdy
byłam w podstawówce, zmarła wielka poetka, noblistka, Polka – Wisława Szymborska.
Polonistka poświęciła całą lekcję jej twórczości, każdy musiał się nauczyć
jednego wiersza na pamięć, szkoła została obwieszona plakatami z jej podobizną
i najważniejszymi utworami. W gimnazjum zaś zmarł Tadeusz Różewicz. Wydawałoby
się, że dostanie co najmniej tyle, co Szymborska – a może nawet więcej,
przecież uczyłam się we Wrocławiu, a on właśnie w tym mieście mieszkał. Ale
nie. Tylko połowę lekcji polskiego nauczycielka przeznaczyła na zapoznanie się
z jego twórczością.
14
stycznia 2019 szkoła wreszcie otworzyła oczy. Zaczęto przeprowadzać lekcje 0 mowie
nienawiści, w Internecie pojawiły się darmowe pomoce do nauczycieli i
poradniki, jak w ogóle zabrać się do tematu. To jest przerażające, że dopiero
taka tragedia, jak zabójstwo Pawła Adamowicza, przekonała szkołę, że czasem
warto rozejrzeć się, co się dzieje w realnym świecie.
Przykra
jest jeszcze jedna rzecz. W jednym z liceów we Wrocławiu owszem, rozwieszono plakaty
na temat mowy nienawiści. Tylko że nie powiedziano uczniom, z jakiego powodu.
Bo szkoła, mimo że nie uczy zainteresowania rzeczywistością, nie pokazuje, jak
korzystać z mediów, nie zachęca do śledzenia najnowszych wydarzeń, oczekuje, że
uczniowie będą wiedzieć, co się dzieje. I jeszcze skojarzą morderstwo z mową
nienawiści.

Jeden z wielu problemów współczesnej szkoły - zachowuje się tak jakby świat poza nią nie istniał, nie był wart uwagi. Żałosne i bardzo krótkowzroczne.
OdpowiedzUsuń