poniedziałek, 8 października 2018

WPIS#15: JAK POLSKA SZKOŁA TRAKTUJE OFIARY OBOZÓW KONCENTRACYJNYCH, CZYLI CO NIECO O ANTYBOHATERZE

            Antybohater po raz pierwszy i jedyny pojawił się w trzeciej klasie liceum przy okazji omawiania opowiadań Tadeusza Borowskiego. Są to tak zwane opowiadania obozowe, pokazują, jak wyglądało życie codzienne w czasie okupacji Warszawy i życie więźnia obozu koncentracyjnego. Tak jak omawianie tego pierwszego aspektu przebiegało mniej więcej bez zastrzeżeń, tak to, co stało się później, woła o pomstę do nieba.
            Zanim przejdę do sedna, warto zaznaczyć, że Tadeusz Borowski żył w czasie II wojny światowej, najpierw do obozu trafiła jego żona, Maria, niedługo później również on sam. Wojnę przeżył, po jej zakończeniu dołączył do komunistów, urodziła mu się córka. W 1951 roku popełnił samobójstwo.
            Kiedy czytałam jego opowiadania, wydawało mi się, że opisuje własne przeżycia, że to taki jakby pamiętnik, tylko upubliczniony. Ale nie. Już na pierwszej lekcji omawiania lektury dowiedziałam się, że narrator jest wykreowany, że to figura artystyczna, która nosi autobiograficzne znamiona autora. Jakie? Chociażby imię: Tadeusz. I wiele innych: ukochana Maria, praca w firmie budowlanej, tworzenie poezji, aresztowanie w czasie łapanki i wywiezienie do obozu, w obozie bycie pomocnikiem kapo. Żeby przeżyć, wszedł w hierarchię obozową. Miał zero współczucia, bezinteresowności w stosunku do innych więźniów, był obojętny, cyniczny. Odebrał ludziom z Oświęcimia heroizm. Ostatnie trzy zdania są wprost przepisane z mojego zeszytu, dokładnie tak powiedziała polonistka przy opisywaniu bohatera – i zarazem narratora - opowiadań obozowych.
            Dalej było już tylko gorzej. Mieliśmy porównać jedno z opowiadań z „Kamieniami na szaniec”. I wyszło na to, że tak jak w powieści Kamińskiego wszystkim wydarzeniom towarzyszył patos i patriotyzm, tak u Borowskiego unikano ryzyka, dominowała chęć przeżycia. To pierwsze jest w porządku, pasuje do naszej historii, naszego, jako Polaków, heroizmu, pasuje do powstania warszawskiego. To drugie jest godne potępienia, zwłaszcza że, jak zaznaczono wcześniej, bohater opowiadań nie pomagał innym więźniom obozu, był obojętny na ich los.
            Ale i to jeszcze nic. Bo skoro Tadeusz z opowiadań zachowywał się nie jak człowieka przystało, to można go bezkarnie oceniać. I powiedzieć, że skoro pracował przy wyładunku Żydów z transportu, a potem ładował ich na ciężarówki do gazu, to powinien był im współczuć. A on? On jest niezadowolony, bo utrudniają mu pracę! Jest więc odporny na zło, beznamiętny, nie ma empatii…
Zdania takie jak: „Człowiek zdegradowany do kondycji zwierzęcia, martwej natury”, „Człowiek staje się towarem, można go sprzedać, przerobić na mydło, zjeść”, wymienia się w klasie bez żadnych uczuć, jakby rzecz dotyczyła fikcyjnej postaci. Jakby II wojna nigdy się nie wydarzyła. Jakby w obozach nigdy nie było żadnych więźniów, jakby nikt nigdy tam nie ginął.
Tadeusz z opowiadań też przecież nie jest prawdziwym człowiekiem. To tylko wykreowany narrator, który „opisuje obóz od wewnątrz, bo sam jest więźniem, podczas gdy innych więźniów opisuje od zewnątrz, ponieważ nie zdradza ich myśli, jedynie ich obserwuje, ich miny, gesty. Stosuje więc antypsychologizm i metodę behawioralną”. A poza tym jest antybohaterem, ponieważ posiada same negatywne cechy.
Łatwiej jest wepchnąć te historie w proste schematy, nazwać wszystkie chwyty zastosowane przez autora, uznać, że to nie on jest głównym bohaterem, stwierdzić, że wszystko to wykreował i osadził w konkretnym czasie i miejscu – jak pisarze science fiction. I, co najważniejsze, można wtedy, po dokładnym omówieniu każdego aspektu przedstawionego w lekturze (kalejdoskop scen, człowiek zdeterminowany przez historię, narracja i narrator, bohater opowiadań na tle tradycji literackiej, problematyka moralna – jakby to była najzwyklejsza w świecie książka), odwołać się do „Dziadów”. Bo przecież Borowski wzywa do upomnienia się o te masy, co zginęły w obozach. Jak to określiła polonistka: mówi, żeby „pamiętać nie tylko o wybitnych jednostkach. Wielkie pomniki kultury (piramidy, pałace miasta) upamiętniają władców, ale pomijają niewolniczy trud milionów istnień ludzkich. Życie budowniczych piramid nie różni się od życia więźniów w obozie koncentracyjnym.”
Tworzenie pustych frazesów przychodzi nauczycielom bez większych problemów. Ważne, by odhaczyć punkt w podstawie programowej i nie poruszyć naprawdę ważnych wątków. A tych, w dobie neofaszyzmu, jest naprawdę sporo. Tylko że rozmawianie na ich temat wymaga wrażliwości i pewnego obycia, wyczucia przy omawianiu kwestii trudnych.
Ale na to w szkole nie ma czasu. Najważniejsza jest matura i szukanie podobieństw między różnymi utworami. A że Mickiewicz w „Ustępie” wspomniał coś o chłopach, którzy utonęli w wodach Newy, to można ładnie powiązać te dwie lektury i zamknąć temat II wojny światowej.



W NASTĘPNYM WPISIE: O edukacji nauczycieli, czyli co tak naprawdę kuleje w szkole?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz