Zanim
przejdę do sedna, warto zaznaczyć, że Tadeusz Borowski żył w czasie II wojny
światowej, najpierw do obozu trafiła jego żona, Maria, niedługo później również
on sam. Wojnę przeżył, po jej zakończeniu dołączył do komunistów, urodziła mu
się córka. W 1951 roku popełnił samobójstwo.
Kiedy
czytałam jego opowiadania, wydawało mi się, że opisuje własne przeżycia, że to
taki jakby pamiętnik, tylko upubliczniony. Ale nie. Już na pierwszej lekcji
omawiania lektury dowiedziałam się, że narrator jest wykreowany, że to figura
artystyczna, która nosi autobiograficzne znamiona autora. Jakie? Chociażby
imię: Tadeusz. I wiele innych: ukochana Maria, praca w firmie budowlanej, tworzenie
poezji, aresztowanie w czasie łapanki i wywiezienie do obozu, w obozie bycie
pomocnikiem kapo. Żeby przeżyć, wszedł w hierarchię obozową. Miał zero
współczucia, bezinteresowności w stosunku do innych więźniów, był obojętny,
cyniczny. Odebrał ludziom z Oświęcimia heroizm. Ostatnie trzy zdania są wprost
przepisane z mojego zeszytu, dokładnie tak powiedziała polonistka przy opisywaniu
bohatera – i zarazem narratora - opowiadań obozowych.
Dalej
było już tylko gorzej. Mieliśmy porównać jedno z opowiadań z „Kamieniami na
szaniec”. I wyszło na to, że tak jak w powieści Kamińskiego wszystkim
wydarzeniom towarzyszył patos i patriotyzm, tak u Borowskiego unikano ryzyka,
dominowała chęć przeżycia. To pierwsze jest w porządku, pasuje do naszej historii,
naszego, jako Polaków, heroizmu, pasuje do powstania warszawskiego. To drugie
jest godne potępienia, zwłaszcza że, jak zaznaczono wcześniej, bohater
opowiadań nie pomagał innym więźniom obozu, był obojętny na ich los.
Ale
i to jeszcze nic. Bo skoro Tadeusz z opowiadań zachowywał się nie jak człowieka
przystało, to można go bezkarnie oceniać. I powiedzieć, że skoro pracował przy
wyładunku Żydów z transportu, a potem ładował ich na ciężarówki do gazu, to
powinien był im współczuć. A on? On jest niezadowolony, bo utrudniają mu pracę!
Jest więc odporny na zło, beznamiętny, nie ma empatii…
Zdania takie jak: „Człowiek
zdegradowany do kondycji zwierzęcia, martwej natury”, „Człowiek staje się towarem,
można go sprzedać, przerobić na mydło, zjeść”, wymienia się w klasie bez
żadnych uczuć, jakby rzecz dotyczyła fikcyjnej postaci. Jakby II wojna nigdy
się nie wydarzyła. Jakby w obozach nigdy nie było żadnych więźniów, jakby nikt
nigdy tam nie ginął.
Tadeusz z opowiadań
też przecież nie jest prawdziwym człowiekiem. To tylko wykreowany narrator,
który „opisuje obóz od wewnątrz, bo sam jest więźniem, podczas gdy innych
więźniów opisuje od zewnątrz, ponieważ nie zdradza ich myśli, jedynie ich
obserwuje, ich miny, gesty. Stosuje więc antypsychologizm i metodę behawioralną”.
A poza tym jest antybohaterem, ponieważ posiada same negatywne cechy.
Łatwiej jest
wepchnąć te historie w proste schematy, nazwać wszystkie chwyty zastosowane
przez autora, uznać, że to nie on jest głównym bohaterem, stwierdzić, że
wszystko to wykreował i osadził w konkretnym czasie i miejscu – jak pisarze
science fiction. I, co najważniejsze, można wtedy, po dokładnym omówieniu
każdego aspektu przedstawionego w lekturze (kalejdoskop scen, człowiek zdeterminowany
przez historię, narracja i narrator, bohater opowiadań na tle tradycji
literackiej, problematyka moralna – jakby to była najzwyklejsza w świecie
książka), odwołać się do „Dziadów”. Bo przecież Borowski wzywa do upomnienia
się o te masy, co zginęły w obozach. Jak to określiła polonistka: mówi, żeby „pamiętać
nie tylko o wybitnych jednostkach. Wielkie pomniki kultury (piramidy, pałace
miasta) upamiętniają władców, ale pomijają niewolniczy trud milionów istnień
ludzkich. Życie budowniczych piramid nie różni się od życia więźniów w obozie
koncentracyjnym.”
Tworzenie pustych
frazesów przychodzi nauczycielom bez większych problemów. Ważne, by odhaczyć punkt
w podstawie programowej i nie poruszyć naprawdę ważnych wątków. A tych, w dobie
neofaszyzmu, jest naprawdę sporo. Tylko że rozmawianie na ich temat wymaga
wrażliwości i pewnego obycia, wyczucia przy omawianiu kwestii trudnych.
Ale na to w szkole
nie ma czasu. Najważniejsza jest matura i szukanie podobieństw między różnymi
utworami. A że Mickiewicz w „Ustępie” wspomniał coś o chłopach, którzy utonęli
w wodach Newy, to można ładnie powiązać te dwie lektury i zamknąć temat II
wojny światowej.
W NASTĘPNYM WPISIE: O edukacji nauczycieli, czyli co tak naprawdę kuleje w szkole?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz