…że się go tak
magluje? Młody, indywidualista, poeta, wieszcz, egoista, egocentryk, buntownik,
pielgrzym, emigrant, wędrowiec, nieszczęśliwie zakochany, mesjasz, zbawca,
postać tragiczna – te słowa pojawiają się najczęściej przy omawianiu
romantyzmu. Epoki, która trwała raptem czterdzieści lat, i która, zdawałoby
się, w polskiej szkole jest najważniejsza. No tak, wszak wtedy tworzyli
Mickiewicz i Słowacki, najwięksi geniusze.
Skoro romantyzm jest
najistotniejszy, to i bohater romantyczny jest najlepszym możliwym typem bohatera.
Tak, tak, w szkole bohaterów się kategoryzuje, pisarz nie może mieć własnego
pomysłu, własnej intencji – musi wpisywać się w schemat, musi obdarzyć swojego
bohatera konkretnymi cechami. Może dlatego nie omawia się współczesnej
literatury – bo nie została jeszcze odpowiednio sklasyfikowana, bo nie wymyślono
nazw bohaterom, nie określono żadnej konwencji twórczej…
Zawsze myślałam, że
tak, jak kształt dzieła zależy od artysty, tak interpretacja tego dzieła - od odbiorcy.
Że każdy może mieć inną wizję. Ale wypracowanie, w którym uczeń napisałby, że
Konrad jest pysznym dupkiem, który uważa się za nie wiadomo kogo, bo zgrabnie
rymuje, trudno byłoby ocenić, nie pasowałoby do klucza. Więc? Więc 0 punktów na
maturze i do widzenia. Sama miałam podobną sytuację. Napisałam, że Konrad ma
pomysł na zmienienie świata. W końcu jest jego Wielka Improwizacja, jest
kłótnia z Bogiem, Konrad jakieś tam swoje idee wykłada. Ale nie. Okazało się, że
takie stwierdzenie to błąd rzeczowy dyskwalifikujący pracę. Pod pracą znalazłam
komentarz polonistki: „„Dziady” to DRAMAT NARODOWY, już przeanalizowany,
omówiony. Nie możemy sobie pozwolić na swobodną interpretację”.
Aha. Czyli są
książki, których się nie interpretuje, bo ktoś już to zrobił. To po co je
omawiać? Lekcje języka polskiego powinny chyba rozwijać twórcze myślenie, uczyć
wyciągania wnioski – ale to już zostało zrobione, pozostaje więc tylko zapisać
w zeszycie, co na temat konwencji romantycznej dyktuje polonistka, i nie
dyskutować. Śledzić, jak nauczycielka analizuje dramat wers po wersie – bo tak
się to robi w przypadku wielkich dzieł - grzecznie wykuć wszystko na pamięć,
napisać na kartkówce, potem na sprawdzianie, potem na maturze, a w ogóle, to
zapamiętać do końca życia, bo przecież inteligentny człowiek zna „Dziady” na
wyrywki. Przecież w inteligenckich rozmowach rzuca się cytatami typu „Nazywam się
Milijon, bo z miliony kocham i cierpię katusze”, „Samotność – cóż po ludziach,
czym śpiewak dla ludzi?”, „Czym jest me czucie? Ach, iskrą tylko! Czym jest me
życie? Ach, jedną chwilką!”, „Chcę czuciem rządzić, które jest we mnie; Rządzić
jak Ty wszystkim zawsze i tajemnie”, „Nieszczęsny, kto dla ludzi głos i język
trudzi”, „Ja i ojczyzna to jedno”, więc należy i ich się wyuczyć.
Jeśli zaś „Dziady” są
dramatem narodowym (a „Pan Tadeusz”, nawiasem mówiąc, epopeją narodową), to
Mickiewicz musi być wieszczem narodowym. Musiał napisać coś uniwersalnego,
wielkiego, wspaniałego, coś, co chciałoby się czytać, czytać, czytać, i co
jeszcze można przedstawić w szerszej perspektywie. Ponieważ stworzył ikonę
polskiego romantyzmu, Konrada, to ciągle we wszystkim szuka się odzwierciedlenia
tego biednego bohatera. „Nie-boska komedia” – hrabia Henryk, „Kordian” –
Kordian, „Balladyna” – Balladyna, „Pan Tadeusz” – Hrabia, ksiądz Robak, „Lalka”
– Rzecki, „Ludzie bezdomni” – Judym, „Przedwiośnie” – Cezary Baryka… można
wymieniać i wymieniać. Nie ma znaczenia, kiedy powstało dzieło – wszędzie można
znaleźć wielkiego indywidualistę, poetę, wędrowca, a więc i bohatera
romantycznego. Mówi się, że jest postacią uniwersalną – ale, ale. To zależy od
epoki historycznej, od wizji polonistki. Autentyk z lekcji języka polskiego:
Omawiamy
opowiadania obozowe Tadeusza Borowskiego. W którymś momencie nauczycielka pyta
o przykład bohatera romantycznego. Ktoś odpowiada: Werter. Polonistka na to:
Jak to Werter?! Przecież rozmawiamy o obozach koncentracyjnych, w tym
kontekście Niemiec jest wrogiem!
Czyli Werter ogólnie
jest dobrym bohaterem, pierwszym romantycznym, na nim opiera się analiza
wszystkich kolejnych. Ale w latach 1939-1945 jest zły, bo jest… Niemcem. Wszyscy
Niemcy w czasie wojny byli źli? Ze słów nauczycielki wynika, że tak. A ona jest
w klasie autorytetem, słucha jej trzydziestu młodych ludzi, z jeszcze
niewyrobionymi poglądami. Takie kategoryzowanie to prosta droga do ksenofobii –
ale polonistka za to nie odpowie, bo i jak ktokolwiek mógłby jej udowodnić, że
zaszczepia faszystowskie myśli?
W NASTĘPNYM WPISIE: Jak polska szkoła traktuje ofiary obozów koncentracyjnych, czyli co nieco o antybohaterze

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz