Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bohater romantyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bohater romantyczny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 października 2018

WPIS#14: CZYM ZAWINIŁ NIEŚMIERTELNY BOHATER ROMANTYCZNY


…że się go tak magluje? Młody, indywidualista, poeta, wieszcz, egoista, egocentryk, buntownik, pielgrzym, emigrant, wędrowiec, nieszczęśliwie zakochany, mesjasz, zbawca, postać tragiczna – te słowa pojawiają się najczęściej przy omawianiu romantyzmu. Epoki, która trwała raptem czterdzieści lat, i która, zdawałoby się, w polskiej szkole jest najważniejsza. No tak, wszak wtedy tworzyli Mickiewicz i Słowacki, najwięksi geniusze.
Skoro romantyzm jest najistotniejszy, to i bohater romantyczny jest najlepszym możliwym typem bohatera. Tak, tak, w szkole bohaterów się kategoryzuje, pisarz nie może mieć własnego pomysłu, własnej intencji – musi wpisywać się w schemat, musi obdarzyć swojego bohatera konkretnymi cechami. Może dlatego nie omawia się współczesnej literatury – bo nie została jeszcze odpowiednio sklasyfikowana, bo nie wymyślono nazw bohaterom, nie określono żadnej konwencji twórczej…
Zawsze myślałam, że tak, jak kształt dzieła zależy od artysty, tak interpretacja tego dzieła - od odbiorcy. Że każdy może mieć inną wizję. Ale wypracowanie, w którym uczeń napisałby, że Konrad jest pysznym dupkiem, który uważa się za nie wiadomo kogo, bo zgrabnie rymuje, trudno byłoby ocenić, nie pasowałoby do klucza. Więc? Więc 0 punktów na maturze i do widzenia. Sama miałam podobną sytuację. Napisałam, że Konrad ma pomysł na zmienienie świata. W końcu jest jego Wielka Improwizacja, jest kłótnia z Bogiem, Konrad jakieś tam swoje idee wykłada. Ale nie. Okazało się, że takie stwierdzenie to błąd rzeczowy dyskwalifikujący pracę. Pod pracą znalazłam komentarz polonistki: „„Dziady” to DRAMAT NARODOWY, już przeanalizowany, omówiony. Nie możemy sobie pozwolić na swobodną interpretację”.
Aha. Czyli są książki, których się nie interpretuje, bo ktoś już to zrobił. To po co je omawiać? Lekcje języka polskiego powinny chyba rozwijać twórcze myślenie, uczyć wyciągania wnioski – ale to już zostało zrobione, pozostaje więc tylko zapisać w zeszycie, co na temat konwencji romantycznej dyktuje polonistka, i nie dyskutować. Śledzić, jak nauczycielka analizuje dramat wers po wersie – bo tak się to robi w przypadku wielkich dzieł - grzecznie wykuć wszystko na pamięć, napisać na kartkówce, potem na sprawdzianie, potem na maturze, a w ogóle, to zapamiętać do końca życia, bo przecież inteligentny człowiek zna „Dziady” na wyrywki. Przecież w inteligenckich rozmowach rzuca się cytatami typu „Nazywam się Milijon, bo z miliony kocham i cierpię katusze”, „Samotność – cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi?”, „Czym jest me czucie? Ach, iskrą tylko! Czym jest me życie? Ach, jedną chwilką!”, „Chcę czuciem rządzić, które jest we mnie; Rządzić jak Ty wszystkim zawsze i tajemnie”, „Nieszczęsny, kto dla ludzi głos i język trudzi”, „Ja i ojczyzna to jedno”, więc należy i ich się wyuczyć.
Jeśli zaś „Dziady” są dramatem narodowym (a „Pan Tadeusz”, nawiasem mówiąc, epopeją narodową), to Mickiewicz musi być wieszczem narodowym. Musiał napisać coś uniwersalnego, wielkiego, wspaniałego, coś, co chciałoby się czytać, czytać, czytać, i co jeszcze można przedstawić w szerszej perspektywie. Ponieważ stworzył ikonę polskiego romantyzmu, Konrada, to ciągle we wszystkim szuka się odzwierciedlenia tego biednego bohatera. „Nie-boska komedia” – hrabia Henryk, „Kordian” – Kordian, „Balladyna” – Balladyna, „Pan Tadeusz” – Hrabia, ksiądz Robak, „Lalka” – Rzecki, „Ludzie bezdomni” – Judym, „Przedwiośnie” – Cezary Baryka… można wymieniać i wymieniać. Nie ma znaczenia, kiedy powstało dzieło – wszędzie można znaleźć wielkiego indywidualistę, poetę, wędrowca, a więc i bohatera romantycznego. Mówi się, że jest postacią uniwersalną – ale, ale. To zależy od epoki historycznej, od wizji polonistki. Autentyk z lekcji języka polskiego:
Omawiamy opowiadania obozowe Tadeusza Borowskiego. W którymś momencie nauczycielka pyta o przykład bohatera romantycznego. Ktoś odpowiada: Werter. Polonistka na to: Jak to Werter?! Przecież rozmawiamy o obozach koncentracyjnych, w tym kontekście Niemiec jest wrogiem!
Czyli Werter ogólnie jest dobrym bohaterem, pierwszym romantycznym, na nim opiera się analiza wszystkich kolejnych. Ale w latach 1939-1945 jest zły, bo jest… Niemcem. Wszyscy Niemcy w czasie wojny byli źli? Ze słów nauczycielki wynika, że tak. A ona jest w klasie autorytetem, słucha jej trzydziestu młodych ludzi, z jeszcze niewyrobionymi poglądami. Takie kategoryzowanie to prosta droga do ksenofobii – ale polonistka za to nie odpowie, bo i jak ktokolwiek mógłby jej udowodnić, że zaszczepia faszystowskie myśli?



W NASTĘPNYM WPISIE: Jak polska szkoła traktuje ofiary obozów koncentracyjnych, czyli co nieco o antybohaterze

poniedziałek, 24 września 2018

WPIS#13: O WIESZCZU MICKIEWICZU SŁÓW KILKA


Mickiewicza w szkole jest dużo. I dobrze, wszak Mickiewicz wielkim poetą był. Tylko po co od razu obwieszczać go wieszczem, poetą narodowym?
„Pan Tadeusz” rzeczywiście może być okrzyknięty arcydziełem. Mało kto byłby w stanie napisać tak epopeję, nie gubiąc wątku i pilnując (niemal skutecznie), by wszystkie wersy miały trzynaście zgłosek. Mamy tu też prosty opis życia na dworku w początkach XIX wieku – a to ciekawe uzupełnienie suchych zazwyczaj informacji z lekcji historii. Problem polega na tym, że „Pan Tadeusz” to tak zwana epopeja narodowa. Został już dokładnie przeanalizowany i zinterpretowany i uczeń na lekcji właściwie nie może powiedzieć nic nowego, nie może mieć innego pomysłu niż nauczyciel. Ponieważ omawia się go już w liceum, to skupia się tylko na tym, co może pojawić się na maturze. Zatem zamiast porozmawiać o pięknie samego utworu, o jego walorach artystycznych i technicznych, zamiast spróbować samodzielnie napisać trzynastozgłoskowiec, zamiast wczuć się w ducha epoki, trzeba uczyć się na pamięć, że „Litwo, ojczyzno moja”. I nawet te pierwsze słowa narodowej epopei nie skłaniają do zastanowienia się, kim tak naprawdę był Mickiewicz. Polakiem czy Litwinem? Różnica jest istotna. Skoro Polacy mogli przez 123 lata płakać, że zabory, to co mają powiedzieć Litwini, którzy pod panowaniem polskiego króla żyli znacznie dłużej. Podobnie jest z Białorusią i Ukrainą; ba, w prozie ukraińskiej wręcz wprost pisze się, że Polacy to najeźdźcy. Ale nie. W szkole na polskim uczymy się tylko tego, jakimi to męczennikami jako naród jesteśmy. Jak to nam zawsze było źle. My najeźdźcami? To przecież niemożliwe! Pod naszym panowaniem wszystkim żyło się dobrze!
Zamiast spojrzeć na „Pana Tadeusza” szerzej, w kontekście tożsamości narodowej na przykład, tak ważnej w dzisiejszych czasach, kiedy to właściwie każdy może wyemigrować, szukamy w nim stałych motywów, które przydają się na maturze. Sposób pokazywania miasta, kobiet, rozrywek, życia na wsi, polowania, dworku – to wszystko jest bardzo ciekawe, o ile nie porusza się tych kwestii przy omawianiu każdej jednej lektury. Można porównywać, kto jak opisuje ten sam aspekt życia, owszem. Ale nie to jest w czytaniu najważniejsze. Najważniejszy jest morał, jaki z lektury wynika. A ten w „Panu Tadeuszu” jest już wyświechtany: odzyskamy niepodległość. To jest ciekawe, myślałam, że w 2018 roku już dawno żyjemy w wolnym kraju, a od czasów Mickiewicza niepodległość odzyskaliśmy nawet dwa razy (w 1918 i 1989), że możemy wreszcie skupić się na czymś innym, bardziej współczesnym.
Ale nie. Poza „Panem Tadeuszem” należy omówić jeszcze z należnym pietyzmem „Dziady”. Najważniejsza jest, oczywiście, część III. To właściwie zbiór niepowiązanych ze sobą scen, bez przypisów nie sposób zrozumieć, o co tak właściwie chodzi. A chodzi o dwie sprawy: mesjanizm i prometeizm. Polska Chrystusem narodów, kult zbawcy wciąż żywy. Jakoby to jednostka mogła naprawić całe zło tego świata. Jednostka wybitna, utalentowana, poeta, bo któżby inny, w końcu mamy romantyzm, epokę wrażliwych młodzieńców, artystów.
Zacznijmy od tego, że dramatów w ogóle nie powinno się czytać, dramaty są od wystawienia na scenie. Ale już trudno, w końcu akurat część III „Dziadów” bardzo trudno jest wystawić na scenie. Bo co zrobić z Ustępem, zbiorem poematów umieszczonych na końcu? Wyrecytować? Przerobić tekst na grę aktorów? A co z tym, że każda niemal scena rozgrywa się w innym miejscu, pojawiają się inne postaci? I jak sprawić, by dramat stał się zrozumiały dla przeciętnego widza?
To lepiej przeczytać. Suchy tekst łatwiej przeanalizować. A „Dziady” trzeba oczywiście analizować wers po wersie, bo przecież w każdej linijce kryje się mądrość. I potem uczniowie mają problem w objęciu całości, w zrozumieniu, o czym ogólnie jest ten dramat. O pysznym poecie? Czy o więzionych przez Rosjan młodych buntowników? A może o kosmopolityzmie wśród elit? O nierównościach społecznych? O sile wiary? O pobożności? Czy po prostu, jak wiele powstałych w XIX wieku dzieł, miał być „ku pokrzepieniu serc”, miał podnosić na duchu Polaków, dawać nadzieję, że jeszcze kiedyś tę niepodległość odzyskają?
A może miał dać Mickiewiczowi nieśmiertelność? W końcu ciągle jest numerem jeden na liście lektur, chociaż minęło już dwieście lat od jego śmierci, zdawałoby się, że powinien utracić nieco świeżości. Ciągle odwołując się do jego utworów na maturze można nie martwić się o wynik. Ciągle trzeba znać najważniejsze jego dzieła na wylot, żeby nie stresować się, że brakuje przykładów na poparcie tezy na ustnej czy pisemnej. Ciągle to Mickiewicz mówi nam, jak mamy myśleć, jak mamy żyć, co robimy dobrze, co źle. Rzeczywiście jest wieszczem. W XIX wieku przewidział, jak będzie wyglądał świat w wieku XXI. To dopiero artysta.
Są jeszcze dwie części „Dziadów”: druga i czwarta. Pierwsza nie została nigdy skończona.
Część II to obrzęd dziadów, rozmowy z duszami. I okazuje się, że dzieci są złe, bo są niewinne, bo znają tylko dobrą stronę życia. Dziecko zaraz po urodzeniu powinno cierpieć, najlepiej w czasie walki narodowowyzwoleńczej, tak? Bo inaczej nie trafi do nieba? Coś tu nie gra.
A jak już o niebie mowa, to co mają dziady do chrześcijaństwa? Dlaczego nie mówi się o tym, że katolicyzm nie wyplewił dawnych wierzeń, obyczajów, tylko nałożył swoje święta na tradycje pogan? Dlaczego nie porusza się kwestii ludowych zwyczajów? Dlaczego skupia się tylko na moralności Mickiewicza?
Moralności zresztą wątpliwej. Według niego kobiety są złe, bo bawią się uczuciami mężczyzn. Jakby istotnej roli nie grało tu wychowanie! Jakby to nie było tak, że bez dobrej partii kobieta nie istniała. Nie o tym mówi się w XXI wieku. W XXI wieku raczej stara się o równouprawnienie płci, o wyeliminowanie dyskryminacji kobiet. Jak uczennice, omawiające właśnie na lekcjach lektury otwarcie podważające wartość kobiety, mogą wierzyć we własne siły, walczyć o swoje, w ogóle dostrzegać to, że są dyskryminowane? Jak uczniowie, słuchający o tym, że kobieta powinna być niewinna i uległa, mają kobiety szanować?
Gwóźdź do trumny przybija część IV. „Kobieto! puchu marny! ty wietrzna istoto!” Czyli kobieta jest niczym, jest delikatna, bez mężczyzny nic nie znaczy, to mężczyzna musi się nią zaopiekować. Więcej: kobieta ma być aniołem, istotą idealną. Stawia się ją na piedestale, przez co przestaje być… człowiekiem.
Kończy się tak, że jeśli o Mickiewicza chodzi, warto przeczytać jedynie „Sonety krymskie”. Bo to w nich pojawia się nostalgia, tęsknota za ojczyzną, tak częste w dobie powszechnej migracji ludów. Bo one też mają wartość artystyczną, są przemyślane, pięknie napisane… Tylko że i je omawia się w kontekście bohatera romantycznego, maglowanego w szkole na wszystkie strony. Po „Cierpieniach młodego Wertera” i „Dziadach” ma się go serdecznie dość. A potem się okazuje, że to jeszcze nie koniec.


W NASTĘPNYM WPISIE: Czym zawinił nieśmiertelny bohater romantyczny?