sobota, 20 października 2018

WPIS#17A: POTWÓR-MATURA, CZYLI JAK SKUTECZNIE ZASTRASZYĆ UCZNIÓW


            O maturze słyszy się już w podstawówce. „Jak przyjdzie klasa maturalna, to dopiero zobaczysz, co to nauka”. „Przy maturze wszelkie sprawdziany to pikuś”. Wtedy matura jawi się jako odległy, niezbyt dobrze jeszcze pojęty cień. Nie wiadomo, co to tak naprawdę jest. Przy egzaminie na koniec podstawówki zapala się pierwsza czerwona lampka. Aha. To to tak będzie. Rok stresu, nerwowego zakuwania, powtarzania, cyrk przy losowaniu miejsc do siedzenia, galowy strój, komisja egzaminacyjna, zaczernianie kratek przy wybranej odpowiedzi, wpisywanie PESELu po milion razy, naklejanie naklejek, zachowywanie wszelkich procedur bezpieczeństwa…
            W gimnazjum matura była już wyraźniejsza, zwłaszcza, gdy doszło do egzaminów. Najpierw ten przedmiot, potem inny, dwa w ciągu dnia, i tak przez trzy dni. Trzy dni, sześć testów z zupełnie odległych dziedzin. Tu polski, tam historia, tu geografia, chemia, fizyka i biologia (w jednym!), tu matematyka, tu języki obce na poziomie podstawowym i rozszerzonym. Nie dość, że trzeba mieć w małym paluszku definicje ze wszystkich przedmiotów, wszystkich tematów, w końcu nie wiadomo, co się pojawi, to jeszcze umieć sprawnie myśleć, bo przecież wypracowanie samo się nie napisze, zadania z matematyki same się nie rozwiążą.
            Najciekawszy był egzamin z przedmiotów przyrodniczych. Każdy z nich jest bardzo szeroki, do każdego z nich, wiadomo, podstawa programowa jest przeładowana, każdy z nich został skondensowany do siedmiu zadań. Siedem zadań z trzech lat nauki. Zamkniętych. Rosyjska ruletka, nie wiadomo, czego się uczyć, co jest ważne, co nie. Przypomnijmy, że w planie lekcji ma się piętnaście przedmiotów. Na każdy z nich trzeba odrabiać zadania domowe i uczyć się systematycznie. Z każdego z nich są sprawdziany i kartkówki. Większość z nich trzeba opanować w błyskawicznym tempie, bo materiał omawia się szybko, żeby na wszystko starczyło czasu i można było jeszcze wszystko powtórzyć w trzeciej klasie. W praktyce wygląda to mniej więcej tak: miesiąc omawiamy jeden dział, potem jest sprawdzian. Miesiąc na kolejny dział, kolejny sprawdzian. I tak z każdego przedmiotu. Łatwo zauważyć, że mniej więcej co miesiąc trzeba napisać sprawdziany z polskiego, matematyki, angielskiego, biologii, chemii, fizyki, geografii, historii, wiedzy o społeczeństwie… I przedmiotów, których na egzaminie nie ma, takich jak plastyka, muzyka, technika (tak, tak, z tego też są sprawdziany), edukacja dla bezpieczeństwa, drugi język obcy. I mieć jeszcze siłę, żeby ćwiczyć na wuefie i zaliczać na nim skoki przez kozła czy inne biegi na 100 metrów.
            Teraz, kiedy zlikwidowano gimnazja, jest pewnie jeszcze ciekawiej. Trzy lata w rok, jeszcze więcej lektur, jeszcze trudniejszy egzamin… Nie dziwne, że coraz więcej uczniów cierpi na depresję, nie wytrzymuje psychicznie i fizycznie.
            A potem przychodzi potwór. Kolos. Matura.


W NASTĘPNYM WPISIE: O maturze ciąg dalszy, czyli jak wygląda życie licealisty

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz