Przeglądałam
ostatnio portale społecznościowe i chyba powinnam przestać, bo to, co tam zobaczyłam,
zmroziło mnie. Już pominę wszechobecny hejt, kto, z kim, kiedy i dlaczego
pojechał na wakacje. To jeszcze pół biedy. Gorzej, gdy Polacy chcą się
podzielić swoją wiedzą, by poprzeć swoje argumenty. Niby w porządku, w końcu
tego nas uczą na polskim: do każdej tezy co najmniej trzy argumenty z
przykładami. Na wypracowaniu zazwyczaj muszą to być przykłady z lektury i może
lepiej byłoby przy nich pozostać i w realnym życiu.
Ja
wiem, że program jest przeładowany. Że lekcji jest mało. Że czasem jednak coś w
tej głowie zostaje, i ta głowa chce się tym koniecznie pochwalić. Tylko że
potem okazuje się, że obraz historii ojczyzny w głowie Polaka wygląda mniej więcej
tak:
966
– chrzest Polski – zatem jesteśmy krajem katolickim!
1410
– bitwa pod Grunwaldem – nie pamiętam, o co poszło, ale wygraliśmy, i to się
liczy. Nie zawsze przegrywamy!
1944
– powstanie warszawskie – może i przegraliśmy, ale jacy mężni byli nasi
chłopcy!
To
jeszcze wygląda niegroźnie. Ale jeśli głowa Polaka przypadkiem pamięta, że
kiedyś zdarzyło się coś, co kryje się pod hasłem „Wołyń”, to nagle można krzyczeć,
że Ukraińcy zaraz zrobią nam drugi Wołyń. Więc nie wolno ich zatrudniać, nie
wolno im ułatwiać życia, nie wolno wprowadzać do biletomatów języka
ukraińskiego. Podobnie jest i z innymi imigrantami – zaraz zrobią nam krzywdę,
bo przecież w XVII wieku…
To
teraz nie ma większego znaczenia, co kto zrobił w którym wieku. Liczy się, co
robimy my, dzisiaj, jutro, za miesiąc. Oczywiście, nie można się odciąć od
historii. Ale tym bardziej nie można zamknąć oczu na przyszłość.
W
szkole uczą historii w dość zabawny sposób. Za moich czasów było tak:
Historia:
Podstawówka – w czwartej
klasie zaczynamy od prehistorii i idziemy po kolei przez wszystkie epoki.
Kończymy w szóstej jakoś przed pierwszą wojną światową. Gimnazjum – w pierwszej
klasie zaczynamy od prehistorii i idziemy po kolei przez wszystkie epoki.
Kończymy w trzeciej jakoś przed pierwszą wojną światową. Pierwsza liceum – zaczynamy
od początku XX wieku i idziemy po kolei aż do końca tegoż wieku. Druga i/lub trzecia
liceum – historia zmienia się w historię i społeczeństwo i zaczyna się
prawdziwy kabaret. Musimy przerobić cztery podręczniki, z czego każdy zaczyna
się w prehistorii lub starożytności, a kończy na czasach współczesnych.
Wnioski. Sześć razy
przeszliśmy od prehistorii do XX wieku, raz bardzo dokładnie omówiliśmy cały XX
wiek, w ostatnich dwóch latach nauki maksymalnie cztery razy do tego XX wieku
wróciliśmy, przyjrzeliśmy się jeszcze bliżej wybranym zagadnieniom. Ale to
jeszcze nie koniec.
Polski:
Podstawówka – w czwartej
klasie zaczynamy od starożytności i idziemy po kolei przez wszystkie epoki.
Kończymy w szóstej jakoś po drugiej wojnie światowej. Gimnazjum – w pierwszej klasie
zaczynamy od starożytności i idziemy po kolei przez wszystkie epoki. Kończymy w
trzeciej jakoś po drugiej wojnie światowej. Liceum - w pierwszej klasie zaczynamy
od starożytności i idziemy po kolei przez wszystkie epoki. Kończymy w trzeciej jakoś
po drugiej wojnie światowej.
Wnioski: trzy razy
omawiamy dokładnie to samo, czasem pojawiają się wręcz te same lektury („Iliada”,
„Odyseja”, Biblia, „Dziadów” cz. II, wiersze z dwudziestolecia międzywojennego
i późniejsze). Tak, tak, dwa czy trzy razy analizujemy te same teksty. No i
znowu, jak na historii, idziemy utartym szlakiem, od początków cywilizacji do dziś.
Przy czym to „dziś” oznacza mniej więcej koniec lat 90. XX wieku. Od tego czasu
minęło już 20 lat. Ale rozumiem, że nic się przez te dwie dekady nie wydarzyło
i można spokojnie olać te wszystkie wiersze, książki, filmy na rzecz
Mickiewicza, Przerwy-Tetmajera i Wajdy. Nie twierdzę, że oni nie byli
wspaniałymi twórcami. Tylko że młody człowiek obraca się raczej w kręgu dzieł
jemu współczesnych. I nie wie, jak je zinterpretować, bo w szkole uczą go o
sonetach, trzynastozgłoskowcach i metaforach, a on ma przed oczami wiersz
bardzo polityczny, nawiązujący do obecnej sytuacji w kraju. I co teraz?
Z pomocą przychodzi
wiedza o społeczeństwie. Dwa lata w gimnazjum, rok w liceum. Z tego liceum to
pamiętam tyle, że na sprawdzianach ściągałam, z gimnazjum jeszcze mniej. No ale
spróbujmy.
Na pewno było coś o
sądach i administracji, coś o pracy Unii Europejskiej, coś o prawach i obowiązkach
obywatela, coś o władzy w Polsce od ’89 roku, w ogóle co nieco o 1989 było.
Okej, wystarczy. W
całym cyklu edukacyjnym kilka razy powtarzamy, czasem przeczytamy coś jeszcze
raz, czasem pouczymy się co nieco o współczesnym świecie.
To teraz pytanie.
Jakim cudem Polacy dają się nabrać na 100-lecie odzyskania niepodległości?
Przecież w szkole uczą się wszystkiego, co trzeba: że były zabory, że w 1918,
trochę przypadkiem, ale jednak, odzyskaliśmy niepodległość, po to, by po
drugiej wojnie światowej utracić ją na rzecz ZSRR i ostatecznie, w 1989, tym
razem już własnymi siłami, odzyskać ją znowu. To co? Ta niepodległość z 1989
jest nieprawdziwa? Trwa już dłużej niż tamta z 1918. Ja wiem, 30-lecie brzmi mniej
dumnie niż 100-lecie, ale tu chyba nie powinno chodzić o dumę, a o prawdę. Prawda
jest taka, że nasz niepodległy kraj w czerwcu będzie obchodził 30 urodziny.
To brzmi strasznie
skomplikowanie. W 1989 jako pierwsi oswobodziliśmy się spod władzy komunistów,
to prawda, ale tak na serio to niepodległość odzyskaliśmy w 1918. Czyli czym
były te lata 1945-1989? Przerwą w niepodległości? Bo wolnością na pewno nie.
Współczuję wszelkim
cudzoziemcom, którzy chcieliby zgłębić historię Polski. Uczniom też, ale w ich
przypadku sprawa jest prosta. Wystarczy pamiętać, że jako naród jesteśmy
męczennikami, największy z twórców to Mickiewicz, po nim nikogo takiego już nie
było, dlatego i nie ma sensu pochylać się nad historią najnowszą. Lepiej skupić
się na zaborach i rozpamiętywaniu, jak to nam źle było. Za komuny też nie było
kolorowo, ale o tym porozmawiajcie z babciami i dziadkami, może oni coś jeszcze
pamiętają. Bo żaden Mickiewicz nic na ten temat nie napisał, a przynajmniej tak
twierdzi podstawa programowa.
W NASTĘPNYM WPISIE: Dziury w podstawie programowej, czyli kto za to wszystko odpowiada?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz