niedziela, 25 listopada 2018

WPIS#BONUS: TEMAT JAK Z HORRORU - PROTEST NAUCZYCIELI UDERZA W UCZNIÓW


            Temat z ostatniej chwili, czyli protesty nauczycieli w sprawie podwyżek. Wygląda to tak, jakby zobaczyli oni, że patrzcie, można, policjantom się udało, więc i nauczycielom zachciało się strajkować. Na razie trwają przygotowania, obmyślanie strategii. Szczególnie jedna z nich warta jest przyjrzenia się z bliska.
            Jest to mianowicie odmówienie sprawdzania egzaminów (próbnych lub tych prawdziwych) albo niestawienie się do pilnowania uczniów w czasie pisania tychże. Niezależnie od tego, która z opcji zostałaby przeprowadzona, najbardziej ucierpią uczniowie. Dlaczego?
1)    odmówienie sprawdzania próbnych egzaminów
To jest czas dla uczniów, żeby sprawdzili się, czego jeszcze nie potrafią, nad czym jeszcze powinni popracować, co jest ich mocną stroną, co słabszą, jakie mniej więcej wyniki osiągają. Teoretycznie nie powinno się za to stawiać stopni, więc jest to test bez żadnych konsekwencji. Po prostu: oglądamy, jak wygląda egzamin, uczymy się planować swój czas i rozwiązywać typowe zadania egzaminacyjne, oswajamy się ze stresem i wszelkimi procedurami. Mamy jeszcze mnóstwo czasu, żeby popracować nad błędami, powtórzyć to, czego nie pamiętamy, douczyć się. Jeśli nauczyciele będą zwlekać ze sprawdzaniem tych testów, czas się skurczy. Jak dobrze wiemy z przypadku protestu rodziców osób z niepełnosprawnościami, na reakcję rządu można czekać tygodniami. Ósmoklasiści, gimnazjaliści i maturzyści tych tygodni nie mają.
W tym roku problem jest jeszcze poważniejszy. Absolwenci ósmej klasy podstawówki i trzeciej klasy gimnazjum spotkają się w liceum. Szczególnie istotne jest więc dobre przygotowanie się do egzaminów. Jeśli nauczyciele nie współpracują, jest to niemal niemożliwe. Biorąc pod uwagę fakt, że pracownicy szkół nie palili się zbytnio do protestowania, gdy projekt likwidacji gimnazjów był tylko projektem (otrzymałam informację, że w Warszawie strajkowało 20 tys. nauczycieli. W mieście liczącym prawie dwa miliony mieszkańców jest to rzeczywiście oszałamiająca i zdolna cokolwiek osiągnąć liczba), teraz powinni wziąć odpowiedzialność za wcześniejszą opieszałość i starać się jak tylko można pomóc pokrzywdzonym rocznikom. Walka o własne zarobki w tę pomoc się nie wlicza.
2)    odmówienie sprawdzania prawdziwych egzaminów
Wydawałoby się, że tutaj sprawa jest oczywista. Każdy podchodzący do egzaminu uczeń pisze ze świadomością, kiedy otrzyma wyniki. Ponieważ decydują one o tym, do jakiej szkoły się dostanie, chciałby je poznać jak najszybciej. Już zwyczajowy termin wyników woła o pomstę do nieba – trzeba czekać średnio dwa miesiące. Jeśli nauczyciele postanowiliby strajkować w ten sposób, jeszcze by sprawę opóźnili.
Doskonale pamiętam, co to znaczy czekać na wyniki matur. Przeżywałam to ledwo kilka miesięcy temu. W skrócie wyglądało to tak: wrzesień 2017-marzec 2018: stres, bo w tym roku matura; marzec 2018-kwiecień 2018: stres, bo nie zdałam ostatniej próbnej matury z polskiego; majówka 2018: stres, bo za kilka dni matura; maj 2018: stres, bo matura; czerwiec 2018: stres, bo czekam na wyniki; lipiec 2018: stres, bo czekam na wyniki rekrutacji. Gdyby się okazało, że akurat w tym czasie nauczycielom przypomniało się, że zarabiają stanowczo za mało, jak na złożoność wykonywanej pracy (co oczywiście jest prawdą), stresu byłoby jeszcze więcej. A ten, jak wiadomo, nie wpływa najlepiej na ogólny stan zdrowia…
W tym roku będzie jeszcze gorzej, bo, znowu, mamy podwójny rocznik kandydatów do liceów. Z jakiego powodu ci uczniowie mają jeszcze bardziej cierpieć? Nie wystarczy, że mają znacznie więcej nauki, niż chociażby ja, ledwo cztery czy pięć lat starsza od nich? Nie wystarczy, że, pomimo dobrych czy nawet najlepszych stopni, nie mają gwarancji na dostanie się do wymarzonej szkoły? Nie wystarczy, że są przemęczeni, przygnieceni ilością materiału do opanowania w niemożliwie krótkim czasie i traktowani jak gorszy sort przez rządzących (ciągle przecież twierdzących, że przepełnienia w szkołach nie będzie)? Naprawdę trzeba im jeszcze dokładać zmartwień? Ja rozumiem, że rząd może nie widzieć problemu, w końcu nie mają styczności na co dzień ani z rocznikiem 2003, ani z rocznikiem 2004, ani z rocznikiem 2005 (co z oczu, to z serca…), ale jako nauczycielka wstydziłabym się tym uczniom spojrzeć w oczy. Bo jeśli nic nie zrobiłam dwa lata temu, by uchronić ich przed tym koszmarem, to teraz nie mam prawa zostawiać ich w kluczowym momencie. Nie mam prawa odwracać się od nich plecami, udawać, że problemu nie ma, że ten rok jest taki, jak każdy inny.
3)    niestawienie się do pilnowania uczniów w czasie pisania egzaminów
Nie ma nauczycieli pilnujących=nie ma egzaminów. Z tego, co napisałam wyżej, chyba jasno wynika, dlaczego pomysł jest nie do przyjęcia.
4)    parę słów na koniec
Protestować można było dwa lata temu. Wtedy i miejsce na podwyżkę zarobków by się znalazło. Ale teraz? Tylko dlatego, że policjantom się udało? Śmierdzi to gówniarzerią i ślepym naśladowaniem innych. Rozumiem problem nauczycieli, sama chcę zostać nauczycielką i chciałabym za moją ciężką pracę dostawać uczciwy zarobek. Z jakiegoś powodu sytuacja pedagogów zmieniła się drastycznie w ciągu ostatnich stu lat od bycia poważanym na rynku pracy do bycia wyśmiewanym i traktowanym po macoszemu. Z jakiegoś powodu tak, jak sto lat temu nauczycielami zostawali najlepsi, tak teraz zostają najgorsi (przepraszam za duże uproszczenie). Z jakiegoś powodu edukowanie narodu powierzono osobom do tego niewykwalifikowanym, nie marzącym o niesieniu kaganka oświaty, a w dodatku sfrustrowanym z powodu niskich zarobków. Powód ten jest dla mnie niepojęty i zdaję sobie sprawę z tego, że należy wrócić do sytuacji sprzed stu lat (tylko w zakresie traktowania nauczycieli, oczywiście!), ale, jeśli już chcemy coś zmieniać, walczyć o swoje, to musimy mieć też wyczucie czasu i miejsca. Teraz czasu na strajkowanie nie ma.



2 komentarze:

  1. Pielęgniarki i lekarze odeszli od łóżek pacjentów i nie było tyle huku!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pielęgniarki i lekarze nie mieli wcześniej idealnej sytuacji do protestowania, a nauczyciele mieli i ją przespali...

      Usuń