Poloniści
mówią, że tak, oczywiście, bo uczniowie-humaniści mają więcej lektur to
przeczytania, a więc i więcej przykładów to poparcia swoich tez. Bo na
egzaminach w Polsce rzadko kiedy można wykorzystać sytuacje z życia wzięte,
przecież egzystencję znacznie lepiej opisali XIX-wieczni pisarze, Mickiewicz,
Słowacki, Sienkiewicz, Prus… I ci z początku, ale TYLKO z początku XX wieku,
jak Wyspiański czy Gombrowicz. Po II wojnie światowej nastąpiła czarna dziura i
nikt już nic mądrego nie napisał, co najwyżej jakiś wiersz do przeczytania przy
okazji. Stachura nigdy nie istniał, o Lemie nikt nie słyszał, Tokarczuk nie
dostała Bookera… Szymborska dostała Nobla, więc poświęci się jej lekcję czy
dwie, więcej nie potrzeba. Miłosza kilka wierszy też się przeczyta, ale raczej
jako uzupełnienie, pokazanie dialogu między twórcami.
Tak
to wygląda w klasach niehumanistycznych, których, statystycznie rzecz biorąc,
od klas humanistycznych jest co najmniej dwa razy więcej. Zatem co najmniej
dwie trzecie maturzystów wychodzi ze szkoły, nie znając twórczości ostatniego
półwiecza.
Ale
nie o tym była mowa. Mowa była o potworze-maturze. Ten ustny polski jest tak
straszny, że trzeba się do niego przygotowywać całe trzy lata. I bardzo dobrze,
w końcu umiejętność tworzenia ustnej wypowiedzi jest dość istotna, nieprawdaż?
Gorzej, że kosztem tego właściwie nie ćwiczy się pisania. I to już nie tylko
wypracowań, ale nawet najprostszego zdania licealiści nie potrafią stworzyć. A
potem idą sobie w świat… Czasem, czytając komentarze w Internecie, zastanawiam
się, czy ktokolwiek rozumie, co autor miał na myśli. Podobnie muszą się czuć
egzaminatorzy w czasie czytania matur.
I
żeby nie było, tego mówienia też się w szkole nauczyć nie sposób, przynajmniej
nie po polsku. Na angielskim jest fajnie – nie dość, że grupa zazwyczaj
mniejsza niż cała klasa, to jeszcze równolegle rozwija się wszystkie
umiejętności językowe, więc i słów nie brakuje, i pisać się umie, wie się, jak
powinna wyglądać spójna, logiczna wypowiedź. A jak już trzeba ją ustnie
zaprezentować nauczycielowi, to robi się to w cztery oczy, po cichu, w czasie,
gdy reszta grupy pracuje nad innymi zadaniami. Jeden stres, że wszyscy naokoło
słuchają, mniej.
A
na polskim? Na polskim trzeba wypowiedzieć się przed całą, nierzadko
trzydziestoosobową klasą. Oczywiście, ważna jest umiejętność występowania przed
publicznością, ale tutaj żadnego zaplecza, żadnego przygotowania do tego nie
ma. Bo w liceum nie pisze się wypracowań, a rozprawka licealna to zupełnie coś
innego, niż gimnazjalna czy podstawówkowa, więc nawet się nie wie, jak ta
wypowiedź powinna wyglądać.
Więc
na polskim nie wiadomo, jak dokładnie stworzyć swoją wypowiedź (i to nie tylko
ustną, pisemną też), wiadomo za to, jaki będzie temat. O, tak, tak. To wcale
nie jest tak, że się losuje i nie wiadomo, na co padnie, że to rosyjska
ruletka. Co to, to nie. Wiadomo, że temat będzie taki, żeby abiturient odniósł
się do „Dziadów”, „Wesela” albo „Lalki”. Wszystko sprowadza się do tych trzech
lektur. W końcu podstawa programowa została napisana w oparciu o te trzy
książki. Jakby innych na świecie nie było…
Całe
trzy lata to jeden wielki stres, bo będzie matura ustna z polskiego, nie będzie
można lać wody, jak na części pisemnej, trzeba będzie wszystko bardzo dokładnie
uzasadnić, podać konkretne przykłady, potem jeszcze odpowiedzieć na pytania
komisji… No i w ogóle to przed wystąpieniem napisać konspekt wypowiedzi w
piętnaście minut, nie można stracić głowy, trzeba napisać tak, żeby przez
dziesięć minut móc mówić bez zastanawiania się, a temat wylosowało się dopiero
co… No nie zdam, nie ma szans.
A
szanse są właściwie stuprocentowe, bo, tak jak wszystko inne w polskiej
edukacji, tak i matura ustna z polskiego kuleje. Wystarczy pamiętać, że
„Dziady” to mesjanizm i prometeizm, „Wesele” to zderzenie dwóch warstw
społecznych, a „Lalka” wcale nie opowiada o miłości. Do tego wykuć na blachę
jakiś cytat i będzie dobrze.
Dobrze?
No nie dobrze. Bo mimo, że maturę ustną się zdało, to wcale nie znaczy, że
cokolwiek wie się o świecie, że cokolwiek potrafi się zgrabnie powiedzieć. Zna
się tylko fabułę i problematykę trzech książek. Trochę mało w świecie XXI
wieku…
W NASTĘPNYM WPISIE: O ocenianiu na wuefie, czyli dlaczego polskie dzieci nie lubią ćwiczyć?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz