poniedziałek, 24 grudnia 2018

WPIS#25: WIGILIA W SZKOLE, CZYLI MÓDL SIĘ, ATEISTO


            Trzecia klasa liceum. Do matury pozostało jakieś pół roku. Na godzinie wychowawczej nauczyciel pyta:
            - Kogo nie będzie na wigilii klasowej?
            W sali panuje rozgardiasz, jak to zwykle na wychowawczej, w końcu jest to godzina raczej dla nauczyciela niż dla uczniów, uczniowie w tym czasie rozmawiają, grają w karty, słuchają muzyki, oglądają filmy, czytają książki, a wychowawca rozlicza się z co poniektórymi z frekwencji i zagrożeń. Wśród tego harmidru samorząd klasowy rozdziela obowiązki związane z organizacją klasowej wigilii, a nauczyciel próbuje doliczyć się, kogo na pewno nie będzie. W końcu udaje mu się przekrzyczeć wrzawę, jego pytanie dociera do wszystkich, w tym i do mnie. Zgłaszam się.
            - A dlaczego cię nie będzie?
            - Bo klasowa wigilia kłóci się z moimi przekonaniami religijnymi.
            - Ale my tam będziemy tylko siedzieć i jeść, przemyśl to jeszcze. Będzie miło – próbuje przekonać nauczyciel.

            Tak było mniej więcej co roku. Osoby, które z różnych powodów nie chciały uczestniczyć we wspólnym świętowaniu, musiały przed całą klasą się do tego przyznać i jeszcze wytłumaczyć, dlaczego. Nie wystarczyło to, że na początku roku rodzice podpisywali oświadczenie, że dziecko na religię chodzić nie będzie. Trzeba było jeszcze na ostatnią wychowawczą przed przerwą świąteczną pisać fałszywe usprawiedliwienie. Bo przecież nikt by tych „przekonań religijnych” nie przyjął. Wszak to tylko niewinne spotkanie przy stole.
            No właśnie nie. Bo zawsze musi być opłatek, zawsze muszą być kolędy, zawsze muszą być tradycyjne świąteczne potrawy, nawet jeśli miałby to być tylko barszcz czerwony z proszku. Jako ateistka nie chcę mieć z tym nic wspólnego i nie obchodzi mnie to, że większość w klasie (przynajmniej w podstawówce i gimnazjum) na religię chodziła. Demokracja do rządy większości z poszanowaniem praw mniejszości. Mam prawo do świeckiej szkoły.
            No właśnie, a historia z początku wpisu zdarzyła się w liceum. Kiedy to na religię chodziło 10 osób z 30-osobowej klasy. Czyli jedna z podstawowych zasad demokracji w szkole działa, o ile chodzi o ochronę praw katolików. No pięknie. Już nie wspomnę o tych krzyżach, które wiszą w wielu (na szczęście nie we wszystkich) klasach. Swoją drogą, to naprawdę przyjemne, tak siedzieć na lekcji, słuchać nauczyciela i patrzeć na cierpiącego gościa przybitego do krzyża. Bardzo motywujące.
            A żeby było ciekawiej, to religia wciska się jeszcze na rozpoczęcia i zakończenia roku. Trzeba poprosić Boga o dobry rok, a potem podziękować, że się zdało (czy sama już nie wiem, za co, bo rok w polskiej szkole raczej z reguły nie jest dobry). A ateiści muszą znowu przynosić fałszywe usprawiedliwienia za nieobecność, bo nikogo nie obchodzi, że ktoś może być niewierzący.
            Potem jest jeszcze czas przedegzaminacyjny. I pielgrzymki, modlitwy na długich przerwach, msze, byle tylko zdać tę maturę i dostać się na studia. Bo w XXI wieku polski uczeń potrzebuje wstawiennictwa sił wyższych, by dobrze napisać egzamin. W sumie, to przy obecnym stanie podstawy programowej wcale się temu nie dziwię…
            Na polskim oczywiście czyta się fragmenty Biblii, bo jest to „książka, na której opiera się cała europejska cywilizacja”. Super. Tylko że czytamy akurat te części, gdzie Bóg pokazuje, jaki to on jest wspaniały, dobry i sprawiedliwy (a przynajmniej taki był wniosek polonistki po przeanalizowaniu historii Hioba) albo daje dobre rady (przypowieści). Nie ma kawałków, w których Bóg ciska w ludzi piorunami, bo go zdenerwowali, albo poucza, jak należy zbudować świątynię (a o tym jest mowa w Piśmie Świętym co najmniej trzy razy, żeby czytelnik na pewno zapamiętał). Nie ma też słowa o jedynych trzech księgach nazwanych imionami kobiet. Po co czytać o kobietach, lepiej jest wychwalać mądrość mężczyzn i utrwalać się w przekonaniu, że miejsce kobiety jest w kuchni. Że to kobieta jest źródłem wszystkich grzechów, bo historię Adama i Ewy też się omawia. To całe analizowanie nie bardzo wygląda na zapoznanie uczniów z książką, która dała podwaliny światu, jaki znamy dziś (z czym trudno się nie zgodzić). To przypomina raczej niedzielną mszę w kościele czy lekcję religii w szkole. Nie omawia się niczego, o czym nie wspominałby ksiądz na spotkaniu z wiernymi.
Nie wolno też powiedzieć, że to nie było fair wobec Hioba, że Bóg bawił się jego życiem tylko po to, by wygrać zakład z Szatanem. Przecież starotestamentowy Bóg jest groźny, owszem, ale też sprawiedliwy i litościwy. Tak całkiem oskarżać go nie można, w końcu zwrócił Hiobowi całe bogactwo. A że dzieci się nie da zwrócić, że nowa żona będzie inna niż poprzednia? Kogo to obchodzi.
Na historii też. Dzieje Kościoła katolickiego omawia się bardzo dokładnie, pojawia się on przy wszystkich epokach. A inne religie? O judaizmie wspomina się przy starożytności, potem coś może jest w czasach nowożytnych, coś tam o Holokauście i w sumie tyle. Marzec’68 polskiemu uczniowi kojarzy się z buntem przeciwko zabronieniu wystawiania „Dziadów” niż z wygnaniem Żydów z kraju. Z islamem podobnie: akapit czy dwa przy starożytności i potem już tylko o tym, jak to na nas, prawdziwych chrześcijan, napadali, jak to my ich pokonaliśmy i wypędziliśmy z Europy, jakimi to my jesteśmy bohaterami.
Może więc pora skończyć z tą hipokryzją i nazwać rzeczy po imieniu. Szkoła w Polsce nie jest świecka, tylko katolicka. Po korytarzach przechadzają się księża, którzy bezkarnie mogą zaczepić każdego ucznia, wierzącego czy nie, wypytywać o życie, sytuację rodzinną, cokolwiek akurat zachce im się wiedzieć. W klasach wiszą krzyże. Na lekcjach omawia się Biblię i faworyzuje chrześcijaństwo, o innych religiach ledwo wspominając i nijak nie zwalczając dyskryminacji na tle religijnym. A gdy przychodzą święta, organizuje się wigilię, która z Bogiem nie ma nic wspólnego, co to, to nie. Tylko dzielimy się opłatkiem z wizerunkiem Maryi czy Jezusa, śpiewamy kolędy i wspominamy, jak to 2000 lat temu narodził się zbawca.




W NASTĘPNYM WPISIE: Niespodzianka :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz