środa, 20 czerwca 2018

WPIS#1: SZKOŁA WSPIERAJĄCA UZDOLNIENIA

            Wiele szkół szczyci się tytułem wspierającej uzdolnienia, zwłaszcza podstawówki. Gdzieś na korytarzu musi się znaleźć miejsce na plakat czy chociażby prosty napis: tu wspieramy talenty dzieci. Szkoła bliska uczniom, szkoła rozwijająca pasje, aktywna szkoła, to slogany często goszczące w przestrzeni placówek edukacyjnych. Czy jednak są rzeczywiście realizowane? Czy w szkołach dzieci naprawdę mogą się rozwijać w obranym przez siebie kierunku? Czy mogą poświęcać czas na szlifowanie ulubionych umiejętności? Zdania są podzielone.
            Młodzi artyści, początkujący sportowcy, mali naukowcy, wszyscy oni mogliby powiedzieć, że tak, ich szkoła wspiera uzdolnienia. W końcu mogą występować na forum klasy czy nawet kilku klas. Rozpoczęcia i zakończenia roku, dni wiosny i jesieni, święta i dni całkiem zwyczajne to okazje do zorganizowania imprezy, pokazu talentów czy koncertu lub wystawy prac uczniów. Można się popisać przed kolegami ze szkolnych ławek, pokazać nietypowe zainteresowania, po prostu pochwalić się. Co bardziej przedsiębiorczy dostaną za to jeszcze ocenę z adekwatnego przedmiotu.
            Drugą okazją do zaprezentowania się przed szerszą publicznością są oczywiście konkursy. Dość zgłosić się do odpowiedniego nauczyciela, a ten już znajdzie setki możliwości, by poszczycić się wychowankiem. Na zwycięzców czekają atrakcyjne nagrody, a w przypadku konkursów artystycznych zdarza się również, że część prac jest publikowana. Nic, tylko startować, starać się, poświęcać swój czas na przechodzenie przez kolejne etapy.
            Czasem okazuje się, że współzawodnictwo ma jeszcze jedną, niepodważalną zaletę: wstęp do wybranej szkoły na następnym poziomie edukacyjnym. I znowu zaczyna się jeżdżenie po kraju i świecie i trzymanie kciuków za powodzenie. Przy dużej konkurencji taka przepustka to prawdziwy skarb.
            Ci sami artyści, sportowcy, mali naukowcy, albo ich rodzice, mogą też jednak powiedzieć, że za te wszystkie zajęcia dodatkowe, pozwalające potem na zapierające dech w piersiach popisy i wygrywanie konkursów, płacą oni sami, z własnej kieszeni. Tu szkoła nie pomaga. Szkoła umywa ręce do czasu, gdy pasja okaże się naprawdę dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Wtedy może zacząć się utalentowanym uczniem chwalić, oczywiście, bez ponoszenia żadnych kosztów.
            Koszty prędzej czy później ponosi samo dziecko. Bo nagle okazuje się, że nie starcza już czasu na naukę, na zadania domowe, a co dopiero na odpoczynek. Nagle okazuje się, że trzeba pracować od rana do wieczora, jeśli chce się dalej trenować i utrzymać oceny na jako takim poziomie. Najgorzej mają ci ambitni, ci, którzy chcą być najlepsi i w szkole, i w swoich uzdolnieniach. Oni płacą największą cenę za swoje promowane w szkole talenty. Szkoła eksploatuje ich, ale, niestety, nic z tego nie wynika.

W NASTĘPNYM WPISIE: Konkursy, czyli po co to komu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz